Według Klitzmana, autora książki „ Am I My Genes?: Confronting Fate and Family Secrets in the Age of Genetic Testing” już niebawem rodzice będą mieli dostęp do testów, które już na prenatalnym etapie życia wykryją nie tylko autyzm, podatność rozmaite formy raka, Alzheimera, ale też gen homoseksualizmu. - To zaś oznacza, że ludzie będą mogli zdecydować, czy chcą mieć dziecko, które będzie gejem czy też nie chcą go mieć – mówi bioetyk i dodaje, że już niebawem miliony ludzi będzie stawać przed podobną decyzją. - Będziemy skanować zarodki na wiele sposobów zanim one zostaną implantowane w organizmie kobiety. I będziemy mogli powiedzieć 'chcę mieć to dziecko, bo ono nie ma takiej mutacji, a do tego jest chłopcem'. I to postawi nas przed wieloma, wieloma pytaniami i problemami – podkreśla uczony.



I pomijając fakt, że na razie nie ma dowodów na to, że istnieje „gen homoseksualizmu”, to trzeba jasno powiedzieć, że nawet gdyby istniał, to mordowanie z jego powodu dzieci byłoby zwyczajną zbrodnią. Zbrodnią, którą niezależnie od oceny moralnej aktów homoseksualnych, trzeba potępić. Tak jak zbrodnią – dokonywaną w majestacie także polskiego prawa – jest zabijanie dzieci tylko dlatego, że dotknięte są zespołem Downa czy innymi zespołami genetycznymi. Oczywiście lobby gejowskie nigdy nie pozwoli na tak homofobiczne (i akurat w tym przypadku są wszystkie powody, by użyć tego zideologizowanego terminu) zastosowanie testów prenatalnych. Niestety inne, słabsze grupy ludzi nie cieszą się taką obroną, i już teraz można je zabijać, posługując się testami prenatalnymi, jako „licencją na zabijanie”.



Tomasz P. Terlikowski