Marta Brzezińska: Bp Tadeusz Pieronek powiedział w rozmowie z „Newsweekiem”, że ateiści powinni teraz „siedzieć cicho”, czym wywołał wielkie oburzenie nie tylko Janusza Palikota, pierwszego ateisty RP, ale wielu liberalnych mediów. To jak to jest z tymi ateistami – powinni siedzieć cicho? Szczerze mówiąc, dziwi mnie oburzenie Palikota, który przecież także stosuje podobne metody, ale względem Kościoła i wiele razy pokazał, że ucieszyłby się, gdyby to duchowni siedzieli cicho.
Ks. Robert Skrzypczak: Mówiąc o ateizmie, zazwyczaj mamy na myśli dwie jego odmiany. Pierwsza to ateizm, który jest narzucany innym ludziom – taki ateizm systemowy, który chce innych ludzi zmuszać do tzw. laickości miejsc publicznych, zakazu ujawniania się duchownych w ich strojach w miejscach publicznych, czy głoszenia swoich przekonań. To ateizm, który wywiera nacisk także na rodziców, chce im odebrać prawo do wychowywania dzieci według własnych przekonań. Ateizm wulgarny, systemowy, narzucany innym ludziom. My go znamy, przeżyliśmy go na własnej skórze w postaci zarówno ateizmu nazistowskiego, jak i ateizmu stalinowskiego, komunistycznego. Za taki ateizm dziękujemy. My go już nie chcemy, nawet jeśli on ma dzisiaj postać bardziej naukową, czy wychodzi z laboratoriów biologicznych. Nie chcemy być ateizowani. Mamy dość.
A drugi rodzaj ateizmu?
Z zupełnie innym nastawieniem, a nawet respektem, odnosimy się do innego rodzaju ateizmu, który stanowi jakby wewnętrzną sytuację osoby. Z takim ateizmem Kościół pragnie wchodzić w dialog. Z osobami, które doświadczają ateizmu jako swojej sytuacji egzystencjalnej. Czasami taki ateizm bierze się z jakiegoś trudnego przeżycia, z niezawinionego cierpienia, z tego, że człowiekowi pomieszały się drogi w życiu. Do takiego ateizmu odnosimy się z wielkim szacunkiem, bo zdajemy sobie sprawę, jaki rodzaj samotności wywołuje ten rodzaj braku wiary, czy odniesienia do transcendencji. O tym mówił także kard. Karol Wojtyła na Soborze Watykańskim II, zwracając uwagę na samotność dzisiejszego ateisty. Człowiek, który doświadcza ateizmu, doświadcza nieraz w najgłębszej warstwie swego istnienia braku pewnej elementarnej relacji, którą zazwyczaj ma się w stosunku do rzeczywistości najwyższej, transcendencji, Boga. Brak tej relacji powoduje też poczcie wewnętrznej samotności. Karol Wojtyła dodał, że bardzo często efektem tak przeżywanego ateizmu na najgłębszym poziomie jest potrzeba uciekania się do pewnego kolektywu. Kiedyś mogła to być jedna słuszna partia, czy jeden słuszny naród, dzisiaj - jedna słuszna drużyna piłkarska, jedna słuszna rasa, czy jeden słuszny pogląd polityczny. To jest pewne cierpienie, bardzo często niezawinione, dziedziczone, albo efekt doświadczenia jakiegoś zła, na które nie znajduje się usprawiedliwienia, wytłumaczenia, odpowiedzi. Do takiego typu doświadczenia ateistycznego odnosimy się z wielkim szacunkiem. Kościół podejmuje też wiele inicjatyw, aby stanąć blisko tych ludzi, nie sądzić ich, oferować im pewną pomoc, dialog.
Na przykład jakich?
Od pewnego czasu Kościół jest u początku pewnej inicjatywy, którą my nazywamy „dziedzińcem pogan” albo „dziedzińcem ludów”, gdzie chcemy się spotykać, rozmawiać na najistotniejsze tematy dotyczące dobra człowieka, celu życia, szukania pewnych wspólnych wartości, które nas wszystkich interesują, a które odnoszą się na przykład do kwestii pokoju na świecie, czy nadawania jakości życia społeczeństwu, które budujemy. Do takiego ateizmu odnosimy się pozytywnie. Natomiast jeśli chodzi o ateizm narzucany, ideologiczny, który próbuje wyeliminować z życia publicznego postać papieża, księdza, rodziców, to takiemu ateizmowi szczerze dziękujemy. Nie chcemy takiego ateizmu.
Czyli bp Pieronek, mówiąc, że ateiści powinni zamilknąć, miał na myśli właśnie taki ateizm systemowy?
Z całą pewnością. Prawdopodobnie ks. bp Pieronek odnosił się do tego ateizmu, którego ciągle mamy w pamięci żywe wspomnienie. Wspomnienie, które budzi jak najgorsze skojarzenia. Z powodu takiej ateizacji wiele ludzi musiało wyrzekać się przywiązania do najbardziej elementarnych wartości, tylko dlatego, aby zachować pracę albo utrzymać rodzinę. Z powodu tego rodzaju ateizacji wiele ludzi płaciło, na przykład za ochrzczenie dziecka albo udział we wspólnej modlitwie Kościoła, wyrugowaniem albo nawet więzieniem. Z tego powodu także wielu księży zostało zamordowanych, wywiezionych do obozów koncentracyjnych. Takiej sytuacji, o wiele bardziej dramatycznie doświadczyli na przykład Węgrzy. Nie można o tym zapomnieć. Rozumiem ks. bp Pieronka, że za - nawet odrodzoną w innej sytuacji, w innych warunkach, ale tego samego rodzaju - ateizację, kolektywną, masową, zbiorową, możemy podziękować i powiedzieć: „Kochani, znamy się na tym, wiemy do czego prowadzi, dziękujemy”.
Rozmawiała Marta Brzezińska
