Informacje pochodzą z norweskiej gazety „Dagbledet”, która napisała, że Brevik opowiedział o planowanym zamachu. Zamierzał on zaparkować wyładowany materiałami wybuchowymi samochód na placu obok Oslo City Hall i chciał go zdetonować podczas uroczystości wręczania nagrody Nobla. Zamach na amerykańskiego prezydenta byłby też "perfekcyjnym sposobem na promowanie antyislamskiej myśli". Breivik zdetonował 22 lipca ubiegłego roku samochód-pułapkę w obrębie kompleksu budynków rządowych w Oslo. W wyniku eksplozji zginęło osiem osób. Następnie udał się na wyspę Utoya, leżącą ok. 45 km od stolicy, gdzie strzelając z broni automatycznej zabił 69 osób. Brevik uważa, że jest bojownikiem "o czystość etniczną narodu norweskiego" przeciwko tym, którzy dopuszczają do szerzenia się "wielokulturowości". Swój czyn uważa za "akt patriotyczny", za który domaga się najwyższego norweskiego odznaczenia wojskowego- relacjonuje TVN24.  

 

Okazuje się, że ten psychopata i chory z nienawiści człowiek chciał być niczym Booth, który po zamordowaniu prezydenta Abrahama Lincolna wyskoczył na scenę z krzykiem  "Tak to zawsze dzieje się tyranom". Gdyby Brevikowi udało się zamordowanie Obamy, zrobiłby zapewnie to samo. Niestety łagodne potraktowanie masowego mordercy przez norweski system  (nie) sprawiedliwości może spowodować, że będzie on budował wokół siebie mit, który spowoduje, że stanie się on symbolem walki o „białą Europę”. Trudno uwierzyć by nie napisał on autobiografii, do której dołączy manifest mający „odmienić oblicze europejskiej ziemi”. Po dwudziestu pary latach, które będzie musiał spędzić ( w luksusowych warunkach) za zamordowanie prawie setki ludzi, wyjdzie jako męczennik za sprawę oczyszczenia Europy z „czarnuchów, islamistów i obcych”. Wtedy Norwegia będzie miała problem. Booth i Oswald zapłacili za swoje czyny. Brevik zostanie nagrodzony.

 

Łukasz Adamski