Odczytywanie wyroku ws. zamachowca rozpoczęło się o godz. 10 i trwało do późnego popołudnia.

Kolejna prowokacja Breivika miała miejsce na zakończenie posiedzenia. Terrorysta wykorzystał nieuwagę pracowników sądu i zwrócił się do "nacjonalistycznych bojowników" z przeprosinami za to, że w czasie zeszłorocznych ataków nie zabił więcej osób. Dopiero wówczas wyłączono mu mikrofon. Nie wiadomo, co jeszcze chciał zakomunikować Breivik.


Zamachowiec zdążył jednak oświadczyć, że nie będzie odwoływał się od wyroku, jeśli zostanie uznany za poczytalnego i będzie skazany na karę więzienia, ponieważ "legitymizowałoby to sąd". Jego zdaniem przymusowe umieszczenie go w szpitalu psychiatrycznym "zdyskredytowałoby jego nacjonalistyczne i islamofobiczne poglądy". Podczas procesu Breivik podkreślił, że byłoby to "gorsze od śmierci".

 

Morderca zdaje sobie sprawę ze słabości norweskiego państwa i bezkarnie sobie z niego drwi, obrażając rodziny foiar zamachów. Breivik to Frankenstein z którym Norwegia nie potrafi się zmierzyć.

 

AM/tvn24.pl