Pod Kijowem, w miejscowości Kniażyce doszło krwawego starcia pomiędzy dwoma rodzajami ukraińskich służb specjalnych, tj. między Państwową Służbą Ochrony a Korpusem Błyskawicznego Reagowania Operacyjnego.
Uzbrojeni funkcjonariusze jednostki Korpus Reagowania urządzili zasadzkę na bandę, która bezkarnie panoszyła się w Kijowie i okolicach, dokonując grabieży i rozbojów. Owej feralnej nocy miał się odbyć napad na dom w Kniażycach i funkcjonariusze - gdy dostali informacje w tej sprawie - ukryli sie na budowie, oczekując na bandytów.
Kiedy w pobliskim domu - jak na ironię włączył się alarm - na miejsce w celu interwencji przyjechały dwa radiowozy, w nich zaś sześciu funkcjonariuszy Państwowej Służby Ochrony.
Widząc dwóch zaczajonych, zamaskowanych wywiadowców, przybyła radiowozami ekipa wzięła ich za przestępców, więc szybko ich zatrzymali i obezwładnili, ale pozostali funkcjonariusze Korpusu Reagowania ruszyli już na pomoc dwóm ujętym myśląc, ze koledzy wpadli w ręce bandytów.
W wyniku starcia zginęło sześciu funkcjonariuszy - czterech zginęło w radiowozach, zabiych serią ze karabinów maszynowych - dwóch kolejnych od odniesionych ran w czasie starcia bezpośredniego.
Wszyscy mieli kamizelki kuloodporne, jednak na niewiele to się zdało. Radiowozy, którymi się poruszali były oznakowane a funkcjonariusze - poza dwoma zwiadowcami - byli umundurowani. Tym bardziej cała sprawa wydaje się tragiczna.
Bandyci, którzy mieli zostać schwytani na gorącym uczynku, słysząc strzelaninę uciekali w stronę Kijowa, ale zostali zatrzymani przez trzecią grupę policyjną. Odebrano im m. in. broń palną.
Obecnie prowadzone są przesłuchania wszystkich uczestników zdarzeń, którzy przeżyli. W MSW i Policji powołano specjalne grupy śledcze zaś środowisko dziennikarskie wzywa, by zdymisjonować Arsena Awakowa - odpowiedzialnego za te służby ministra spraw wewnętrznych Ukrainy.
AC/fronda.pl/magnapolonia
