Fronda.pl: Komisja Teologiczna Polskiej Rady Ekumenicznej i Komisja ds. Dialogu między Radą a Episkopatem opracowały projekt deklaracji dotyczącej małżeństw osób o różnej przynależności wyznaniowej. Pozostawia on kwestię wiary, w jakiej wychowywane będą dzieci, wyborowi rodziców. Ze strony katolickiej jest ksiądz biskup jego współautorem. Dlaczego powstał ten projekt?

Bp Tadeusz Pikus.

Bp Tadeusz Pikus: Projekt powstał w ramach zwyczajnego rytmu działalności ekumenicznej między wyznaniami chrześcijańskimi. W wyniku dialogu ekumenicznego w 2000 roku Kościół katolicki w Polsce i Kościoły zrzeszone w Polskiej Radzie Ekumenicznej (jest ich 7) podpisały np. deklarację o wzajemnym uznaniu chrztu świętego. Odbywają się też modlitwy ekumeniczne, prowadzi się prace nt. rozumienia Pisma Świętego, uzgadnia działalność charytatywną. Wspomniany przez Panią projekt deklaracji, z punktu widzenia Kościoła katolickiego, jest materiałem roboczym, który zostanie poddany wielostronnym studiom kanonistów, teologów, pastoralistów. O jego kształcie i losie decydować będą biskupi po uwzględnieniu nauki i norm poszczególnych Kościołów. Nikt nie przesądza z góry, czy zostanie on przyjęty w takim kształcie, czy też nie.


Ale skoro taki projekt powstał, oznacza to, że jest wola z dwóch stron, by jego postanowienia wprowadzić w życie.


Tak. Chcemy z pozycji pasterzy Kościoła uczynić to, co da się uzgodnić i uporządkować na korzyść małżonków i ich dzieci. Chcemy im pomóc, mając na uwadze cel najwyższy, jakim jest zbawienie.


W 9. punkcie pierwszej części projektu czytamy, że małżonkowie są powołani do „składania świadectwa wiary wobec świata”. W przypadku małżeństw mieszanych, o którą wiarę chodzi?


Każdy składa świadectwo własnej wiary.


Dlaczego Kościół katolicki zrezygnował ze starej zasady zawierania małżeństw w ramach jednej wiary?


Nie wolno człowiekowi odbierać wolności, także co do wyboru małżonka. Byłoby to nieludzkie, już nie mówię, że niechrześcijańskie. Chrystus nie odbierał nikomu wolności, lecz wyzwalał. Domyślam się, że w podtekście pytania chodzi o takie rozwiązanie, że kto z Kościoła katolickiego wchodzi w związek małżeński z osobą z innego wyznania, powinien być wyłączony ze wspólnoty.


Może Kościół katolicki przez takie projekty chce mieć po prostu mniej problemów?


Trudno przewidzieć, czy problemów będzie więcej czy mniej. I chyba nie o ich liczbę tu chodzi. Dziś prace nad małżeństwami mieszanymi budzą wiele emocji. Może powstać pytanie, co prawda niezgodne z duchem chrześcijańskim, „kto tu więcej ustępuje”? Trwające od wielu lat podziały i wrogość między wyznaniami budzą w dalszym ciągu u wiernych lęk i brak wzajemnego zaufania.


W projekcie dokumentu „Małżeństwo chrześcijańskie o różnej przynależności wyznaniowej” nie ma wprost odejścia od wymagania, by strona katolicka zobowiązała się do zachowani wiary i dołożyła wszelkich starań, że ochrzci i wychowa dzieci w wierze katolickiej, ale proponuje się małżonkom, by to oni sami, w sposób odpowiedzialny dla dobra wiary i swoich dzieci, podjęli tę decyzję. Należy jasno stwierdzić, że pojawia się tu problem eklezjalny – pasterze i wspólnota wiernych odpowiedzialna jest przecież za swoich członków. Tymczasem faktem jest, że projekt dokumentu postuluje zminimalizowanie a nawet zniesienie tej odpowiedzialności.


Celem rzymskiego katolika jest głoszenie Ewangelii i prawdy o Kościele. Czy na rzecz jedności małżeńskiej Kościół nie rezygnuje z ewangelizacji własnej rodziny?


Głoszenie Ewangelii jest celem każdego chrześcijanina, niezależnie od wyznania. Kościół z zasady ewangelizuje, by doprowadzić do pełnej jedności ludzi, w tym również małżonków. Małżonkowie postępują różnie i to bez względu na to, czy związek małżeński jest wyznaniowo jednorodny, czy mieszany. Kościół katolicki nigdy nie powinien rezygnować z ewangelizacji. Ewangelizacja bowiem – powtórzę – prowadzi do jedności. Jeśli przyświeca jej inny cel, rodzi to podejrzenie ideologicznego skażenia.


 

Czy małżonek-katolik ma zrezygnować z prozelityzmu wobec współmałżonka innego wyznania chrześcijańskiego?


Prozelityzm w ekumenizmie jest z zasady niedopuszczalny.


Jednak czy rzymscy katolicy nie mają jasnej wskazówki, że prawdę głosi jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół?


Rzeczywiście, Kościół naucza, że całą pełnię zbawczych środków można osiągnąć jedynie za pośrednictwem katolickiego Kościoła Chrystusowego. Ale też naucza, że ci, którzy wierzą w Chrystusa i w sposób właściwy przyjęli chrzest, trwają w jakiejś, choć niedoskonałej, wspólnocie z Kościołem katolickim. Pozostaje zawsze do szczegółowej i właściwej interpretacji wypowiedź Chrystusa: „Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami” (Mk 9,40).


Prezes Stowarzyszenia Kanonistów Polskich, ks. prof. Józef Krukowski, stwierdził, że proponowany projekt może spowodować indyferencję religijną u dziecka lub zwątpienie, która wiara jest prawdziwa. Jak ksiądz biskup to skomentuje?


Podział jest wielkim problemem na gruncie ewangelizacji. Można przytoczyć skargi i pretensje ludów pogańskich, którym misjonarze różnych wyznań głosili Ewangelię. Kościoły wasze – skarżono się – wraz z Dobrą Nowiną przyniosły nam swoje podziały. W przypadku niemądrych zachowań rodziców małżeństw mieszanych niebezpieczeństwo indyferentyzmu religijnego oraz zwątpienia jest możliwe. Dlatego stanowisko Kościoła katolickiego i innych wspólnot kościelnych stwierdza, że prościej byłoby, gdyby związki małżeńskie zawierali ludzie tego samego wyznania.


Deklaracja „Dominus Iesus” z 2000 roku stwierdza, że poza Kościołem nie ma zbawienia i że w nim jest pełnia prawdy.


O tym, że pełnia środków zbawienia zawiera się w Kościele katolickim mówi też Dekret o Ekumenizmie. Chciałbym powiedzieć, że papież Benedykt XVI podczas pobytu w Polsce w maju 2006 roku na spotkaniu ekumenicznym w ewangelicko-augsburskim kościele Świętej Trójcy powiedział: „Wyrażam uznanie Komisji Wspólnej Episkopatu Polski i Polskiej Rady Ekumenicznej za to, że podjęła prace nad ekumenicznym dokumentem, w którym wykłada wspólną chrześcijańską naukę o małżeństwie i rodzinie, ustala akceptowane przez wszystkich zasady zawierania małżeństw międzywyznaniowych i wskazuje konkretny program duszpasterski obejmujący takie małżeństwa”.


Także to, co przygotowaliśmy, nie jest jakimś kaprysem działania lokalnego, tylko normalnym przejawem życia Kościoła, czy nam się to podoba, czy nie. Misja Kościoła jest wypełnieniem i kontynuacją misji Chrystusa. Jej pierwszym wymiarem jest misja ad gentes – „idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu”, drugim modlitwa Chrystusa do Ojca – „aby oni byli jedno”. Celem w każdym z tych wymiarów jest wewnętrzna jedność człowieka z Bogiem i jedność rodzaju ludzkiego.


 

Wiadomo, że w ekumenizmie chodzi o to, by podkreślać to, co nas łączy a nie dzieli...


Niekoniecznie. Powinno się podkreślać prawdę, a więc pokazywać zarówno to, co łączy i to, co dzieli, mając na uwadze fakt, że uprawnione różnice nie są podstawą do podziału. W tym duchu próbujemy rozeznawać kwestię tzw. małżeństw mieszanych, w których sprawy wyznaniowe (religijne) odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu postaw i relacji małżonków oraz ich dzieci. Ich życie chrześcijańskie również jest bardzo ważnym świadectwem dla innych (dla świata). W prowadzonym dialogu ekumenicznym chodzi nam o wspólne spojrzenie na problem, by rozeznać i ewentualnie opracować zasady pomocne do realizacji chrześcijańskiego powołania małżeńskiego i rodzicielskiego.


Z projektu najbardziej cieszą się protestanci, podczas gdy katolicy go krytykują lub wyrażają duży dystans wobec tego typu deklaracji.


Odnoszę podobne wrażenie. Nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego tak jest. Być może, że inną rangę w kategorii praktyki i życia sakramentalnego ma małżeństwo w Kościele katolickim, dla którego jest to sakrament, inną w Kościołach protestanckich, dla których jest to tylko święty związek. A może, w tym wielkim rozproszeniu, protestantom droższe jest pojednanie chrześcijan?


Dlaczego Kościół katolicki prowadzi dialog, a nie skupia się na tym, by zagubione owieczki wróciły do Kościoła katolickiego?


Takie myślenie spotykam u wielu. Do II Soboru Watykańskiego było ono obowiązujące a nawet obwarowane grzechem. Taki dialog był uważany za utratę czy osłabienie wiary, a nawet herezję. Taką postawę prezentują m.in. lefebryści. Nie akceptują dialogu międzywyznaniowego i międzyreligijnego. Człowiek lubi łatwiejsze sprawy, ale nie zawsze to, co łatwiejsze, jest lepsze. Dzisiaj Kościół katolicki zachęca pasterzy i wiernych do przepowiadania (ewangelizowania) w duchu dialogu.


Czyli ekumenizm jest tą trudną drogą?


Tak, jest to droga krzyżowa. Jednak bez dialogu ekumenicznego wchodzimy na drogę osamotnienia, konfliktu i wrogości. Trwamy uporczywie w starych podziałach i pomnażamy nowe. Tymczasem człowiek jest istotą społeczną, którą Bóg chce zbawić we wspólnocie. Niezmiernie ważne jest prowadzenie autentycznego dialogu ekumenicznego.


A co to znaczy „autentyczny” ekumenizm?


Posłużę się myślą Jana Pawła II, który napisał, że autentyczny ekumenizm jest łaską prawdy. Bowiem umiłowanie prawdy jest najgłębszym wymiarem autentycznego dążenia do pełnej komunii między chrześcijanami. Z tym musi łączyć się duch miłości i pokory. Miłości do rozmówcy i pokory wobec prawdy, którą się odkrywa i która może się domagać zmiany poglądów i postaw. W szczerym i krytycznym dialogu religijnym nie ma miejsca na kompromis ani na przymus, jedynie jest miejsce na mądre, dobre i odważne świadectwo. Należy przyjrzeć się postawie Chrystusa, który apelował bezkompromisowo do wolnej i rozumnej osoby ludzkiej: „Jeśli chcesz to chodź za Mną”.


Dokąd dojdziemy tą ekumeniczną drogą?


- Do królestwa niebieskiego.

 

Rozmawiała Magdalena Romaniuk

 

 

Z Frondowego Blogowiska:

List otwarty do Księdza Biskupa Tadeusza Pikusa

Wierzę w niedokońcajeden, humanistyczny, niewidzialny i ekumeniczny kościół?

 

Zobacz także:

W co będą wierzyć dzieci "ekumenicznych" małżeństw?

 

 

Ważne lektury: