Bp Tadeusz Pieronek udzielił obszernego wywiadu Jackowi Nizienkiewiczowi. Omawiamy opublikowaną pierwszą część rozmowy.
O koncercie Madonny:
- Każdy powinien zachować się zgodnie ze swoim sumieniem. Czy to powinien być protest? Raczej zignorowanie tego faktu. Protesty i tak nie będą skuteczne, a nagłośnią sprawę – powiedział biskup zapytany czy katoliki powinien protestować przeciwko koncertowi Madonny w Warszawie. - To był celowy wybór daty. Ta rocznica Powstania jest ważna dla Warszawy i dla całej Polski. To brak wyczucia i szacunku dla ludzi i chwili, godnej zadumy i pamięci o tych, którzy oddali życie za Polskę. (…) To co robi ta pani - mówi biskup o Madonnie - nazywana przez niektórych artystką, a trudno nazwać artyzmem to, co robi, nie jest w moim guście. Jej występy nie są uszanowaniem człowieka, który ma prawo do swoich poglądów. Każde wyśmiewanie i naigrywanie się z czyichś uczuć religijnych jest nie na miejscu. (...) Chciałbym wiedzieć, ile kosztuje koncert Madonny, bo kiedy organizuje się imprezę społeczną czy kościelną i trzeba postawić scenę, to natychmiast pojawiają się głosy, że płacą obywatele. A za to kto płaci? Bp. Pieronek mówi jasno: - Nam Madonna nie jest do niczego potrzebna. Ani jako artystka, ani jako skandalistka. Dla mnie to nie jest żadna sztuka. Nie pochwalam tego, co robi i nie chcę mieć nic wspólnego z twórczością Madonny. Nikt mnie nie przekona, że dziś sztuką jest tylko to, co prowokuje i żeruje na poniżaniu i wyśmiewaniu głębokich przekonań ludzkich.
O występie na Przystanku Woodstock:
- Jadę tam na zaproszenie, którego przed laty nie mogłem zrealizować. W tym roku mogę i dlatego wybieram się na Przystanek Woodstock - mówi biskup i dodaje, że -Obok rockowego spędu jest inny spęd, który ma charakter ewangelizacyjny. Tam są ludzie i do ludzi trzeba iść i z tymi ludźmi rozmawiać. To ma sens. W każdym człowieku są pokłady dobra, choć czasami przykryte brudem i błotem. W gronie młodych ludzi, zafascynowanych muzyką ich epoki (bo ja należę do tej, która już odeszła) jest wiele dobrych pomysłów, rodzą się przyjaźnie, można spotkać wiele dobra. Może dzieje się tam też wiele rzeczy niezrozumiałych, a nawet złych. Ale taki jest świat. Trudno się od tego separować i mówić tylko, że to przegrana i brudna sprawa. Na Przystanku Woodstock można wiele dobrego zrobić, bo każda okazja jest dobra, by dać świadectwo swojej wiary, żeby porozmawiać o rzeczach ważnych. Ja nie jadę na rockowe występy, ale na spotkanie z ludźmi, którzy chcą uczestniczyć w Akademii Sztuk Przepięknych. I jestem przekonany, że się tam czegoś nauczę, że mi to coś da.
Na pytanie dziennikarza czy ksiądz obawia się, że będzie oskarżany przez prawicową część publicystów i tych, którzy są przeciwnikami Jurka Owsiaka i jego inicjatyw, że uwiarygodnia festiwal, który dla nich jest emanacją hasła "sex, drugs and rock n’ roll"? Bp Pieronek odpowiedział: - Nie boje się tego. Wiem, że wielu z tych, którzy wytykają palcem Owsiaka, później idzie do szpitala i korzysta z urządzeń zakupionych dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Owsiak w tej dziedzinie robi od lat wielkie dobro. Nie ze wszystkimi sprawami musimy się z nim zgadzać, ale to co jest jego osiągnięciem ogólnym - to że pomaga ludziom w sposób bardzo znaczny, trzeba uznać i uszanować. Tym bardziej trzeba uznać i umieć zamilknąć w pewnych momentach, kiedy samemu się niewiele robi, a komuś innemu to wychodzi. Nikt nie ma monopolu na czynienie dobra. Jeżeli komuś się nie podoba to, że robi to właśnie Owsiak, to jest godny politowania.
O „Newsweeku” na okładce którego jest zdjęcie młodego duchownego, który za plecami ma kobietę z dzieckiem i podpis: "Tata w sutannie. Jak Kościół toleruje podwójne życie księży":
- Dziwię się panu Lisowi, że zajmuje się takim rzeczami. Dzisiaj w każdej gazecie codziennej można przeczytać coś złego na temat Kościoła. Trwa maniakalny atak na Kościół. Nie wiem, skąd wziął się ten bunt. Jak trwoga to do Boga. Kiedy się ludziom pomaga, to wszystko jest w porządku, ale kiedy oni naruszają normy moralne, a nawet dążą do ich zniesienia, a Kościół mówi "nie", bo to jest niemoralne i złe, to wtedy jest atakowany. Ja wiele w życiu widziałem, bo już mam swoje lata, ale takiego maniactwa i skupienia uwagi na złu, które jest w Kościele, jeszcze nie widziałem. Zło jest wszędzie, bo jest zakorzenione w każdym człowieku na całym świecie. To o czym pisze "Newsweek", to jest ułamek procenta albo jeszcze mniej tego zła, które się dzieje w świecie, a jest wskazywane jakoby dotyczyło tylko ludzi Kościoła, głównie duchownych. Równie dobrze można by generalizować w ten sposób o bankowcach, lekarzach i innych, którzy robią coś na lewo, kradną, czy malwersują ogromne sumy pieniędzy. Czy o lekarzach i bankowcach też można tak powiedzieć? Jeden ksiądz, który popełnił błąd i nikt go za to nie chwali, jest roztrąbiony na wszystkie strony świata i pisze się o tym od dwóch tygodni czy trzech. Podobnie promuje się na bohaterów medialnych ludzi odpowiedzialnych za śmierć dziecka. W jakim celu? Jaki sens ma taka promocja, taki rozgłos? Media szukają sensacji po to tylko, żeby ludzie klikali, czytali, kupowali, oglądali, słuchali i płacili. To jest do napiętnowania. Apeluję do mediów o opamiętanie się. W taki sam sposób należy potraktować czołówkę w "Newsweeka". (…)
- Nie uważam, żeby "Newsweek" był tak ważnym i opiniotwórczym tygodnikiem. Trudno jest dzisiaj znaleźć gazetę, którą warto byłoby czytać. Podobnie jest z portalami. Wszystkim rządzi tania sensacja, pisana językiem ignorantów. Bo to ani nie jest pisane po polsku, ani nie jest ujęte w sposób zrozumiały, a tym bardziej w sposób gramatyczny i stylistyczny. Dzisiejszemu dziennikarstwu brakuje treści i znajomości polszczyzny. - Dlaczego tak jest? - pyta dziennikarz: - Bo im ktoś głupszy, tym więcej zarabia. Dlatego w mediach znajdują się ludzie, którzy są zdolni wymyślać bzdury, a później tworzą z nich sensacje zapowiedziane tytułami, które nijak mają się do treści, zresztą treści często niezrozumiałych, kilkakrotnie powtarzanych, bo ich autorzy widocznie są przekonani, że jeżeli kilka razy powtórzą jakieś niejasne zdanie, to czytelnik wreszcie je zrozumie. Niech ci ludzie uczą się najpierw myśleć logicznie, a następnie pisać po polsku. Informacja musi coś wnosić. - Czekam, aż ta czara goryczy się przeleje. Atak "Newsweeka" na Kościół nie jest pierwszym atakiem, bo stało się to modne, a na modzie się zarabia. Przekonamy się, kto ma rację. Ataki na Kościół to poniżanie czytelników treściami bzdurnymi i kłamliwymi, które niszczą tkankę moralną społeczeństwa polskiego.
O celibacie:
- Kościół zawsze miał problem z celibatem, bo to nie jest rzecz prosta, ale zawsze też miał z tego ogromny pożytek. Oskarżanie en block księży o to, że nie przestrzegają celibatu jest po prostu kłamstwem i obelgą dla tych, którzy potrafią utrzymać pion moralny. I ludzie o tym wiedzą. Kiedyś ktoś powiedział Janowi Pawłowi II, że w Kościele co drugi duchowny ma dziecko. Papież spojrzał na Stanisława Dziwisza i zapytał: "Stasiu, to ja czy ty?" (śmiech). (…) - Celibat to rada, jaką daje św. Paweł, który zaleca takie postępowanie, żeby powstrzymać się od pewnych pożądań i ofiarując swoje życie wielkiej sprawie, umieć nawet takie naturalne popędy opanować, bo to człowieka uwzniośla do wielkich rzeczy. Jestem daleki od krytykowania celibatu, mimo że to jest trudna próba. A swoją drogą co powiedziałby pan redaktor, gdyby ktoś zaproponował zniesienie małżeństwa, bo nie wszyscy mogą w nim wytrzymać?
A czy funkcje kapłańskie powinny pełnić osoby, które są biologicznym dzieckiem ojca? - pyta dziennikarz: - Kościół jest otwarty na grzeszników. Przebaczenie jest wpisane w chrześcijaństwo. Trzeba pozwolić funkcjonować nawet tym, którzy popełnili wielki grzech. Św. Augustyn miał nieślubne dziecko, a po nawróceniu stał się jednym z luminarzy Kościoła. Wiele innych ludzi, którzy zdobyli chwałę ołtarzy, było w sytuacjach życiowych nie do pozazdroszczenia, ale zdobyli się na wyprostowanie swojej drogi. Dla każdego człowieka w Kościele jest droga otwarta, kiedy tylko potrafi uznać swój błąd i zacznie uczciwe życie. Nie widzę przeszkód, żeby to się również nie dokonało w stosunku do księdza, który ma potomstwo – mówi biskup.
Całość: onet.pl
Opr. JW

