Biskup diecezji Fort Wayne-South Bend opublikował w katolickim tygodniku "America" datowanym na ostatni tydzień sierpnia swoją "pastoralną refleksję po kontrowersjach wokół Notre Dame".
W marcu b.r. władze uczelni postanowiły przyznać Obamie honorowy doktorat prawa. Spotkało sie to z ostrymi protestami obrońców życia, którzy z łatwością podawali argumenty świadczące o tym, że Obama jest nastawiony bardzo proaborcyjnie. Władze niewiele sobie jednak z tych protestów zrobiły. - Katolicki uniwersytet ma obowiązek dawać publiczne świadectwo wiary. Nawet wtedy, gdy taka postawa zostanie określona jako "sekciarski katolicyzm" - napisał. Jeżeli go nie daje, to pojawia się pytanie o sens życia wiarą. Biskup pyta, jak się ma postawa władz uczelni, które odznaczyły prezydenta sprzeciwiającego się "choćby najmniejszej prawnej ochronie nienarodzonych" do obowiązku świadczenia o wierze.
- Nigdy nie ingerowałem w wewnętrzne zarządzanie Notre Dame, czy jakiejkolwiek innej instytucji. Jednak biskup musi interweniować, kiedy katolicka instytucja stawia prestiż ponad prawdą – kwituje.
Hierarcha ujawnia, że prosił rektora uczelni o. Johna Jenkinsa, aby nie honorować Obamy. - Nie chodzi tutaj o prezydenta Obamę, nie chodzi o Republikanów czy Demokratów. Chodzi o to, w jaki sposób katolicki uniwersytet powinien podchodzić do palących problemów współczesności – wyjaśnia. Bp D'Arcy zarzuca rektorowi, że ten wielokrotnie mówił o znaczeniu dialogu z Obamą, a zapomniał o dialogu ze swoim biskupem. Twierdzi, że o. Jenkins poinformował go o wręczeniu odznaczenia Obamie... już po tym, jak prezydent je przyjął.
Bp D'Arcy podkreślił też, że to on jako pasterz diecezji odpowiada za dusze studentów uczelni. A kontrowersje, które narosły wokół uczelni Notre Dame motywują do podjęcia poważnej debaty na temat katolickiego szkolnictwa wyższego.
MM/Americamagazine.org/CNA
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

