Bp Cichy wystosował w tej sprawie specjalny list do Rzecznika Praw Obywatelskich i Głównego Inspektora Ochrony Danych Osobowych – informuje KAI. Ordynariusz podkreśla, że dziennikarze oskarżający kapłana o łamanie prawa, nie zadali sobie trudu sprawdzenia jak działa urządzenie, które ksiądz zamontował w kościele.
Pierwsza o sprawie poinformowała "Gazeta Wrocławska" jesienią ubiegłego roku. Ale dopiero gdy tematem zajęła się "Gazeta Wyborcza", gdzie dziennikarze sugerowali, że zamontowane urządzenie pobiera od uczniów odciski palców, Rzecznik Praw Obywatelskich i Główny Inspektor Ochrony Danych Osobowych wystosowali w lutym pisma do biskupa legnickiego w tej sprawie.
W odpowiedzi na pytania urzędników bp Cichy wyjaśnia w liście, że ksiądz wikariusz zaproponował wykorzystanie nowoczesnego urządzenia do sprawdzania listy obecności swojemu proboszczowi, rodzicom i młodzieży, uzyskując zgodę przeważającej liczby rodziców i młodzieży. Z tymi rodzicami, którzy nie wyrazili zgody, przyjął tradycyjny sposób weryfikacji obecności.
Policja, która po złożeniu skargi zbadała urządzenie, nie sformułowała żadnego zarzutu, gdyż zostało ono zakupione legalnie, ma stosowne atesty i jest coraz powszechniej stosowane w wielu miejscach. Przede wszystkim zaś urządzenie nie pobiera odcisków palców. Jest to czytnik biometryczny, który nie przechowuje odcisków palców a jedynie pozwala na rozpoznanie użytkownika po jego charakterystycznych cechach.
Istota działania tego typu urządzeń polega na ustaleniu położenia punktów charakterystycznych dla linii papilarnych, są nimi na przykład zakończenia linii, rozwidlenia pojedyncze i podwójne, złączenia, skrzyżowania. Na ich podstawie specjalny algorytm tworzy cyfrowy kod. Urządzenie przechowuje właśnie ten kod, a nie układ linii papilarnych. Z kodu nie można odtworzyć obrazu palca. W momencie rejestracji zostaje zeskanowany palec i algorytm tworzy kod, który jest porównywany z kodami zapisanymi w pamięci.
AJ/eKai.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

