Marta Brzezińska: Jak wyglądają Święta w zakonie?
Marcin Radomski OFM Cap: Tutaj w Olsztynie zaczęliśmy na dobre celebrować Święta już w tamtym tygodniu, w czasie rekolekcji adwentowych. To dość duża parafia, więc bardzo wiele godzin razem z moimi współbraćmi spędziłem w konfesjonale. Dla księży to jest taki szczególny czas, kiedy bardzo dużo spowiadają. To piękne doświadczenie, bo pokazuje, że ludzie naprawdę przygotowują się do Świąt, że to nie jest dla nich coś zwyczajnego, kolejny dzień, kiedy mogą się spotkać z rodziną i zjeść coś dobrego, ale że jest to dla nich coś wyjątkowego, że Boże Narodzenie dokonuje się w naszym życiu także poprzez znaki sakramentalne. To bardzo ważna rzecz, a poza tym, Święta wyglądają u nas jak w każdym normalnym domu. My jesteśmy zwykłymi ludźmi, także przygotowujemy choinki, sprzątamy, porządkujemy.
Prezenty też przygotowujecie (śmiech)?
U nas z prezentami jest troszeczkę inaczej, bo w naszym zakonie przywiązujemy bardzo dużą wagę do Objawienia Pańskiego, czyli święta Trzech Króli, 6 stycznia i to wtedy obdarowujemy się podarkami. Tego dnia następuje również poświęcenie klasztoru i bracia otrzymują małe upominki. To taka nasza zakonna tradycja, że właśnie na Objawienie Pańskie bracia dostają jakąś miłą niespodziankę.
A w rolę św. Mikołaja wciela się przełożony wspólnoty zakonnej?
Upominki przygotowuje przełożony z ekonomem (śmiech).
Skąd się wzięła ta tradycja związana z podarkami na 6 stycznia?
Ona jest związana z poświęceniem klasztoru, bo tego właśnie dnia, w wigilię uroczystości Objawienia Pańskiego mamy taki zakonny obrzęd, w ramach którego obchodzimy procesyjnie cały klasztor, błogosławiąc każde miejsce naszego domu. Można powiedzieć, że to coś w rodzaju takiej wewnątrz-klasztornej kolędy (śmiech) – odwiedzamy refektarz, salkę rekreacyjną, kuchnię, nasze cele zakonne. Te miejsca święcimy i okadzamy. I właśnie wtedy bracia zostawiają w celach małe podarki, dla ich mieszkańców. Ten zwyczaj jest związany z Objawieniem Pańskim. Trzej Królowie co przynieśli Dzieciątku? No przecież podarki (śmiech), więc to jest taki symbol tamtego wydarzenia.
Prezenty są dla każdego takie same (śmiech)?
Tak, każdy dostaje to samo. Takie kwestie różnicują, wiadomo. Poza tym, trudno byłoby przygotować dla każdego coś innego, zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z bardzo dużą wspólnotą braci. To są raczej takie symboliczne, niewielkie podarki, po prostu żeby sprawić komuś drobną przyjemność. Trzeba pamiętać, że zakonnik to też człowiek (śmiech).
A jak wygląda zakonna Wigilia?
Świętowanie Wigilii rozpoczynamy wspólnymi nieszporami w kościele, następnie idziemy na wieczerzę wigilijną. Następuje odczytanie życzeń, które prowincjał przysyła do każdego klasztoru. Później łamiemy się opłatkiem i zasiadamy do wigilijnej wieczerzy. Wygląda ona tradycyjnie, tak jak wszędzie. Zwykle około godz. 23:15 wszyscy bracia gromadzą się przy celi gwardiana, skąd wyrusza procesja z figurką Dzieciątka Jezus do kościoła. Idziemy przez klasztor, śpiewamy kolędy, wnosimy do kościoła Dzieciatko Jezus, następuje złożenie figurki w przygotowanej szopce, w żłobku, są odpowiednie modlitwy. Zwyczajowo, w naszych klasztorach i w kościołach, które są przy naszych klasztorach, jest celebracja godziny czytań w kościele, razem z wiernymi. Później jest oczywiście Pasterka i tak rozpoczynamy świętowanie Bożego Narodzenia, które dla nas generalnie bardziej odbywa się przy stole, ale nie tym kuchennym, tylko stole eucharystycznym. Porządek uroczysty, świąteczny, więc są Msze św. jak w niedzielę, dlatego większość czasu spędzamy w kościele. Jako rodzina zakonna spotykamy się raczej już wieczorem, kiedy wypełnimy wszystkie nasze obowiązki. Śpiewamy kolędy, także z wiernymi, których zapraszamy do wspólnego kolędowania w kościele.
Jak wyglądają pierwsze święta w zakonie? Tęskni się bardzo za rodziną, czy ta braterska wspólnota w jakiś sposób zapełnia pustkę?
To nie jest na takiej zasadzie, że coś zastępuje coś. Na pewno jest inaczej. Jak wstępuje się do kapucynów, to w postulacie na pierwsze Święta Bożego Narodzenia jedzie się jeszcze do domu. W klasztorze zostaje się na Wielkanoc. Pierwsze święta, które tak na 100 procent przeżyłem już w klasztorze to były właśnie Święta Wielkanocne. Jeśli chodzi o to pierwsze Boże Narodzenie w zakonie, to nie powiem, że przeżywałem je, jakby specjalnie mi czegoś brakowało. Na pewno jest inaczej. Sam styl tego przeżywania jest zupełnie inny. To dla nas braci taki fajny czas, bo wtedy wszyscy jesteśmy w klasztorze, wszyscy wracają z rekolekcji, zostawiają na chwilę swoje obowiązki. Adwent (czy podobnie Wielki Post) to dla nas, księży, taki szczególny czas, kiedy bardzo dużo wyjeżdżamy, głosić rekolekcje, pomagać w posłudze spowiedzi, wielu braci jest więc poza klasztorem. A Boże Narodzenie i Wielkanoc to taki czas, w którym wiemy, że wszyscy będziemy razem. To także bardzo cenne doświadczenie.
A jak wyglądają Święta poza Polską?
Pierwsze Święta poza Polską spędziłem w Anglii. Na pewno dużym zaskoczeniem jest to, że nie ma Wigilii, takiej polskiej, tradycyjnej wieczerzy wigilijnej. To był taki czas, kiedy człowiek tak do końca nie wiedział, co ze sobą zrobić. Brakuje tej Wigilii, dzielenia się opłatkiem. W Anglii świętowanie Bożego Narodzenia było podkreślone uroczystym obiadem 25 grudnia. Dramatycznie tego nie przeżyłem, zobaczyłem natomiast, że to, co polskie w świętowaniu Bożego Narodzenia wcale nie musi być jedyne i najlepsze. Po prostu my znamy taki sposób celebracji, za granicą znają inny.
Najciekawsze Święta za granicą?
Chyba w Afryce. Dwa razy spędzałem Boże Narodzenie w Afryce. Ale także Australia. To takie miejsce, gdzie Boże Narodzenie wygląda zupełnie inaczej. Nam te dni kojarzą się ze śniegiem i mrozem, a w Australii jest w tym czasie środek lata, temperatury sięgają naprawdę zenitu, w Afryce to samo, a my tu z wieczerzą wigilijną i Pasterką (śmiech). Fajnie to wszystko wyglądało. Ale wtedy zobaczyłem też, że nie chodzi tylko o tą zewnętrzną otoczkę. Doświadczyłem takiego oczyszczenia, jeśli chodzi o celebrowanie Świąt w formach zewnętrznych. Zobaczyłem, że nie to jest najważniejsze, czy jest śnieg, czy go nie ma, ale to, czy naprawdę dostrzegamy, że narodził się Pan Jezus. To coś niezwykłego.
A jak się obchodzi Święta w Afryce?
Całkiem normalnie, zwyczajnie. Jest Pasterka, jako bracia z Polski mieliśmy także Wigilię. Jedynym elementem, który może wydawać się ciekawy jest fakt, że na Mszę św. dzieci przynoszą prezenty, jakie dostały pod choinkę. Po co? Żeby pokazać Panu Jezusowi to, co dostali (śmiech). Tak to wszystko wygląda bardzo normalnie, podobnie jak w Polsce. Też są choinki, wprawdzie sprowadzone z Francji (śmiech), ubieranie ich, śpiewanie kolęd. To wygląda fajnie, bo nam się kojarzy to ze śniegiem, a tam jest choinka w środku lata. Ale to świetna okazja, żeby zobaczyć, że chodzi o coś więcej, niż tylko o tzw. magią Świąt.
Rozmawiała Marta Brzezińska
