Wicemarszałkowie senatu otrzymali 200 proc. wysokości swojego miesięcznego wynagrodzenia, a Borusewicz - 350 proc. Marszałek podkreślił, że Senat zwrócił do budżetu państwa jedną trzecią funduszu na nagrody (czyli prawie 200 tys. zł). Jeden z tabloidów napisał, że premia Borusewicza wyniosła 50 tys. złotych. 

 

TOK FM skontaktowało się z marszałkiem, który na antenie tłumaczył się w wysokiej nagrody. - Tak, to prawda. Ale można powiedzieć też, że to jest półprawdy. Drugie pół to takie, że z tych pieniędzy odbudowano dom zniszczony przez trąbę powietrzną na Pomorzu. Nie mówiłem o tym, bo nie widziałem potrzeby - mówił w TOK FM Bogdan Borusewicz. - Dziękuję i pozdrawiam serdecznie - próbował zakończyć rozmowę.


- Całość sumy, panie marszałku? - dopytał Tomasz Lis. - Można powiedzieć, że znaczącą część - odpowiedział Borusewicz. - 51 czy 99 proc? - drążył Lis. - Znaczącą. Z tego można było odbudować dom - nie precyzował marszałek Senatu.

 

- W każdym zakładzie pracy jest kilka procent płacy na nagrody i premię. Poziom płac parlamentarzystów, kiedy był wprowadzany kilkanaście lat temu wynosił sześć średnich [krajowych - red.], w tej chwili spadł do trzech średnich. Moi wicemarszałkowie zarabiają nieraz mniej od dyrektorów. To jest po prostu kwestia postawiona na głowie. Jak widzę tę nagonkę na panią marszałek Kopacz to wygląda tak jakby zamordowała swoje dzieci. Jakieś proporcje są potrzebne - komentował Borusewicz.

 

- Czy pan będzie chciał ten system zmienić? - zadał pytanie Jacek Żakowski. - Ja uważam, że ten system chory. Staram się go zmienić w tym zakresie, w którym mogę. To jest kwestia najbliższej przyszłości. Kłaniam się, do widzenia - zamknął dyskusję marszałek Senatu. - Kamień z serca - dorzucił Żakowski.

 

To sobie panowie pogadali...

 

AM/tokfm.pl