Katarzyna Wiśniewska zajęła się biskupami, bowiem wczoraj odbył się dzień modlitwy za życie. W Polsce zaś wypowiedzi biskupów dotyczyły przede wszystkim życia niszczonego w czasie procedury in vitro. I to bardzo zmartwiło pannę Kasię. „Jeszcze nigdy tylu hierarchów w jednym dniu tak ostro nie potępiło metody sztucznego zapłodnienia jak podczas sobotnich nabożeństw. Siła rażenia była ogromna i o to pomysłodawcom akcji - czyli Radzie Episkopatu ds. Rodziny - chodziło. Czy pomyśleli, jak poczuli się rodzice dzieci z in vitro, jeśli nieopatrznie zajrzeli w sobotni wieczór do kościoła? Na rozpoczęcie adwentu zaserwowano im pokutne nabożeństwo za "deptanie godności ludzkiej, selektywną aborcję, zniszczenie wielu dzieci w stanie embrionalnym" (cytuję za stroną internetową Episkopatu). Zawsze sądziłam, że modlitwa nie może kogokolwiek piętnować” – ubolewa dziennikarka „GW”.
I na dzień dobry udowadnia, że nie ma pojęcia, o co w modlitwie i w tym dniu chodzi, a także, że nie zdaje sobie sprawę z tego, czym jest chrześcijaństwo, i jakie jest zadanie Kościoła. To jednak nie jest największy problem. O wiele istotniejsze jest to, że panna Kasia nie bardzo umie przeczytać i zrozumieć dość prosty w sumie tekst. Otóż w cytowanym przez nią zdaniu nie ma piętnowania ludzi. Jest natomiast piętnowanie działań, które oni podejmują. A do piętnowania grzechu, nazywania pewnych rzeczy po imieniu, a także wzywania do nawrócenia, Kościół został powołany.
Można oczywiście uznać, że lepiej byłoby, aby Kościół zajął się utwierdzaniem ludzi w grzechu. Można sobie nawet twierdzić, że takie jest zadanie Kościoła. Chrześcijanin ma jednak świadomość, iż Kościół, który zacząłby nauczać, że zabijanie jest OK, selekcja na rampach (czy na szkle) także – zdradziłby swoją misję. I stałby się niewierny nauczaniu Jezusa Chrystusa. Oczywiście może byłby wtedy chwalony przez Katarzynę Wiśniewską, ale nie sądzę, by na Sądzie Ostatecznym miało to jakieś szczególne znaczenie.
Ale dalej jest jeszcze weselej. Otóż Katarzyna Wiśniewska znalazła autorytet, którym powinni się kierować polscy biskupi. Furda im nauczanie Kongregacji Nauki Wiary, niech się schowa Ojciec święty. Polscy hierarchowie powinni słuchać się Haliny Bortnowskiej. „Abp Stanisław Gądecki zauważył w liście pasterskim, że «ci sami wierni, którzy uczestniczą we Mszy Świętej, nie zgadzają się nieraz z nauką Kościoła o małżeństwie, rodzinie, czystości i płodności». Arcybiskupa ten stan rzeczy martwi i chciałby go zmienić. Dobrze by było, gdyby zamiast stawiać inaczej myślących pod pręgierzem, Kościół wsłuchał się w głos takich ludzi jak Halina Bortnowska, która - będąc katoliczką - broni in vitro”. I znów trudno nie zadać pannie Katarzynie pytania o źródła jej wiary. Jeśli są nią wypowiedzi pani Bortnowskiej, to – hmmm, jakby to łagodnie powiedzieć – pani Katarzyna może już być poza Kościołem…
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

