Mam dosyć mieszane uczucia po Marszu Niepodleglości. Budująca była frekwencja Marszu, choć miał niejako dwie odsłony. Pierwsza odsłona to grupa narodowa, grupa bardzo młodych ludzi. Nowe pokolenie i to ich hasło: „Idzie nowe pokolenie niesie Polsce odrodzenie”. Jest coś na rzeczy. Zmartwiło mnie jednak to, że nie poszli pod pomnik Marszałka Pilsudskiego, oddać mu hołdu, ale poszli na Agrykolę.
Druga grupa to ta, która szła z „Gazetą Polską”, bardziej PiS-owska. Tam szło więcej osób starszych. Spotkałem wielu kolegów z dawnej opozycji. Oni szli pod pomnik Marszałka i będą tam chodzić, pamiętając o Dmowskim, każdego roku. Nastąpiły podziały. Objawiły się po Marszu w dyskusjach jakie prowadziłem z młodymi ludźmi. Oni przenoszą podziały Polski międzywojennej na współczesność, które mają się nijak, które są teraz, a które były kiedyś żywe. To mnie martwi.
Jest jeszcze sprawa prowokacji na początku Marszu. Kto ją zrobił? Różnie się mówiło... Czy zrobiła ją bezpośrednio policja?Aby marsz nie mógł wyruszyć? Jednak jakby to zrobiła policja to rozbiła by całość i dlatego coś mi tutaj nie gra. Może zrobiły to jakieś lewackie bojówki, które chciały skompromitować marsz i jego ideę Niepodległości?
Ludzie, którzy zakladają maski na twarze i wpadają między Marsz i jego czoło liczyli się, że ten pochód zostanie rozwiązany. Z pewnością prowokacja była. Tylko czyja? Na szczęście udało się to opanować. Dobrze, że nie doszło do eskalacji przemocy – podkreśla Borowski.
Not. Jarosław Wróblewski
