– Były groźby – także w internecie – wobec różnych osób, także prezesa Kaczyńskiego. ABW również w tym zakresie podejmowała działania, w 2011, 2010 roku. Zatrzymała osoby, które groziły w tym zakresie zwolennikom PiS w internecie. Zostały one zatrzymane i skazane przez sąd – mówił Krzysztof Bondaryk, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w “Piaskiem po oczach” TVN24.

Bondaryk odniósł się także do wyników audytu, które przedstawił minister koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamińsi, a przede wszystkim do słów o podsłuchiwanych ponad 50. dziennikarzach. 

"Oskarżenia Kamińskiego są bezpodstawne i nieprawdziwe. On nagina rzeczywistość" - powiedział Bondaryk. "BW nie ma tajnych współpracowników. To nieprawdziwe stwierdzenia. Nie było inwigilacji ani księży, ani obrońców krzyża. Chcieliśmy tylko zobaczyć, kto to jest i na tym kończyła się nasza działalność" - dodał.

Bondaryk odpierał też zarzuty pod adresem działań ABW po Smoleńsku. "Zdecydowaliśmy o wysłaniu do Smoleńska 3-osobowej grupy ABW, która z prokuraturą wojskową prowadziła na miejscu czynności. Śledczy, którzy byli na miejscu uznali, że 3 osoby wystarczą" - stwierdził. "ragedia smoleńska dotknęła nas wszystkich, zawsze jest niedosyt, że można zrobić więcej, ABW zrobiła co mogła. Nikt nie przewidział katastrofy, państwo nie było przygotowane i nigdy nie będzie" - tłumaczył dalej.

Stwierdził też, że dziennikarzy nie podsłuchiwano. "Nie inwigilowano, nie podsłuchiwano żadnego dziennikarza. Kamiński wspomniał tylko, że dwóch podsłuchiwano. Zapomniał powiedzieć, że było to w roku 2008, czy 2009, kiedy robiliśmy to wspólnie z Kamińskim na polecenie premiera" - powiedział.

kad/300polityka, wp.pl,tvn24