Niemal co dzień w mediach pojawia się informacja o kolejnym skandalu, przewale czy problemie związanym z Kościelną Komisją Majątkową. Dziennikarze i politycy (głównie lewicowi) nie przebierają już w słowach i mówią o pazerności kleru, największej aferze wolnej Polski czy konieczności zwrócenia wszystkiego, co zabrał Kościół. I nic nie wskazuje na to, że sprawa ta szybko się zakończy. Z wielu źródeł, także tych zbliżonych do Kościoła hierarchicznego, można bowiem usłyszeć, że to dopiero początek, i że nie wszystkie informacje o działalności Marka P. ujrzały już światło dzienne. Jeśli zaś ujrzą - a nie ma wątpliwości, że tak się stanie - to skandal będzie dużo szerszy. I może bardzo realnie zaszkodzić wizerunkowi Kościoła.

Zanim jednak do tego dojdzie, trzeba przypomnieć kilka podstawowych prawd dotyczących tej sprawy.

1. Niestety, mimo że o przeszłości Marka P., a także jego nieczystych konszachtach z duchownymi wiadomo było przynajmniej od roku 2002, gdy „Newsweek” opublikował obszerny i bardzo dobrze udokumentowany tekst na jego temat, krakowscy i śląscy duchowni nadal polecali jego usługi, a zakony i zgromadzenia chętnie z nich korzystały. Powodem była jego „skuteczność”, która usprawiedliwiać miała i niechlubną przeszłość i dziwny styl działania. A teraz zbieramy – także zakony czy duchowni całkowicie niewinni – konsekwencje tego nieliczącego się z moralnością utylitaryzmu, i uznania, że cel uświęca środki.

2. Sprawa to tym bardziej bolesna, że Kościół ma pełne prawo do odzyskania majątku zabranego przez komunistów. To, co zostało ukradzione, powinno być oddane. Jedyne pretensje w tej sprawie można mieć co najwyżej do polityków, że nie uchwalili oni prawa o konieczności zwrotu wszystkim ukradzionego im majątku, a możliwość taką otrzymały w całości jedynie Kościoły i związki wyznaniowe. Taka decyzja jest oczywiście niesprawiedliwa, ale winą za nią trzeba obarczyć kolejne rządy i koalicje rządzące krajem, a nie Kościół.

3. Kwestionowane obecnie prawo też nie zostało uchwalone przez Kościół, ale przez komunistyczne władze. I jeśli trzeba mieć do kogoś pretensje o to, że jest ono nieodpowiednie, to kierować je trzeba do Wojciecha Jaruzelskiego i jego ekipy, ewentualnie do kolejnych rządów. Kościół podporządkował się istniejącemu systemowi prawnemu i próbował odzyskać majątek, który został mu odebrany.

4. SLD jest ostatnim ugrupowaniem, które ma prawo krytykować czy atakować Kościół. Jest ono bowiem bezpośrednim spadkobiercą ugrupowania, które Kościół i Polaków okradało. I dlatego nadal ma pieniądze na działalność, może sprzedawać swoje siedziby i wygodnie żyć. Teraz zaś, jak typowy złodziej wykrzykuje „łapać złodzieja”, i to w kierunku instytucji, którą jej poprzedniczka wytrwale niszczyła, prześladowała, a wcześniej okradła.

5. Niestety, wyraźnie też widać, że Kościół nie ma strategii reagowania w sytuacji kryzysowej. A taką jest niewątpliwie afera wokół komisji. Hierarchia działa (jeśli w ogóle) reaktywnie, nie jest w stanie przewidywać działań przeciwników, i co gorsza czasami stosują argumenty, które nie tylko nikogo nie bronią, ale przeciwnie - pogrążają samą instytucję. Nie ma w hierarchii także woli pełnego wyjaśnienia problemu, załatwienia sprawy i stworzenia procedur, które uniemożliwiłyby w przyszłości sytuację, taką jak w przypadku Marka P.

6. Ta sprawa, szczególnie jeśli uświadomimy sobie, że wpisuje się ona we wzmocnione nastroje antyklerykalne, może mieć ogromne znaczenie dla przyszłości Kościoła w Polsce. Media bezlitośnie wykorzystają słabość i błędy Kościoła, a wytworzoną atmosferę niełatwo będzie zmienić. Dlatego tak istotne jest, by zacząć działać od razu. Nie obawiając się odważnych decyzji, silnych cięć czy wyciągania konsekwencji wobec ludzi odpowiedzialnych za to, co się stało. Tylko zdecydowane działanie, pokazanie, że zależy nam na wyjaśnieniu sprawy, może oczyścić atmosferę. Bez odwagi, zdecydowania, ale i otwartości ta sprawa zostanie przegrana i będzie przez lata wykorzystywana przeciw Kościołowi. Teraz jest już za późno na zamiatanie pod dywan.

7. I wreszcie kwestia ostatnia. Trzeba mieć świadomość, że choć pieniądze są ważne w działalności Kościoła, bowiem dzięki nim może on wykonywać masę działalności, to… o wiele istotniejsza jest wiarygodność. Jeśli ona zostanie naruszona, to nie pomogą nam nawet największe klasztory czy ośrodki pomocy. W tej kwestii lepiej zatem stracić materialnie, a zyskać duchowo, niż odwrotnie. Lepiej z punktu widzenia długofalowego interesu Kościoła.

Tylko pamiętając o tych podstawowych i dość oczywistych prawdach można załatwić tę sprawę tak, by przyniosła ona możliwie mało strat Kościołowi. Ale czy znajdą się zdecydowani, by tak tę sprawę postawić i załatwić?

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »