Zarządca kenijskich lotnisk twierdzi, że na pokładzie samolotu Air France faktyczni była bomba. Maszyna lecąca z Port Louis na Mauritiusie do Paryża została zawrócona i lądowała awaryjnie w Mombasie po tym, jak w toalecie załoga znalazła podejrzany przedmiot.
Jak przekazał rzecznik kenijskiej policji Charles Owino, o godz. 00.37 (godz. 22.37 w sobotę w Polsce) Boeing 777 francuskiego przewoźnika awaryjnie lądował na lotnisku w Mombasie. Wcześniej w toalecie samolotu znaleziono podejrzane urządzenie, mogące zawierać ładunek wybuchowy.
O tym, że była to bomba informują władze kenijskich portów lotniczych. "Kenijskie siły bezpieczeństwa udaremniły zamach bombowy na pokładzie samolotu Air France. (...) Ładunek wybuchowy został przeniesiony w bezpieczne miejsce poza terenem lotniska" - czytamy w komunikacie kenijskich portów lotniczych.
Minister spraw wewnętrznych Kenii Joseph Nkaissery powiedział dziennikarzom zgromadzonym na lotnisku, że eksperci z Kenii, Francji i Mauritiusa badają urządzenie, wyniesione uprzednio z boeinga.
Jak dodał, pewna liczba pasażerów jest przesłuchiwana w sprawie podejrzanego przedmiotu, nie ujawnił jednak, czy osoby te zostały aresztowane. - Jesteśmy w kontakcie z Mauritiusem, żeby dowiedzieć się, jak wyglądał proces kontroli bezpieczeństwa, część pasażerów jest przesłuchiwana - powiedział Nkaissery.
Boeingiem 777 leciało 459 pasażerów i 14 członków załogi. Wszystkich ewakuowano. Zapewniono im też tymczasowy nocleg w Mombasie.
KJ/onet.pl
