- Jestem po operacji nowotworu złośliwego, biorę również leki na oczy, m.in. witaminy, które nabywa się bez recepty. Jestem inwalidką pierwszej grupy, pobieram rentę inwalidzką w wysokości 788 zł, a dodatek kombatancki wynosi 150 złotych – mówi "Naszemu Dziennikowi" Anna Zielińska (nazwisko zmienione). Jako 15-latka walczyła w Powstaniu Warszawskim. Po dostaniu się do niewoli niemieckiej, uciekła z transportu do obozu Auschwitz-Birkenau.
Zgodnie z polskim prawem bezpłatne zaopatrzenie w leki przysługuje m.in. kombatantom-inwalidom wojennym, więźniom obozów niemieckich i sowieckich, którzy doznali tam trwałego uszczerbku na zdrowiu, ich małżonkom pozostającym na ich wyłącznym utrzymaniu, wdowom i wdowcom po zmarłych inwalidach wojennych. Jeśli bohater walk o niepodległość nie podupadł na zdrowiu w wyniku działań wojennych i nie ma wsparcia ze strony rodziny, musi radzić sobie sam.
Doradca ministra zdrowia Piotr Olechno, przyznaje, że słyszał o kłopotach kombatantów z dostępem do bezpłatnych leków. - Być może prace nad tym trwają – odpowiada na pytanie, czy ministerstwo planuje zmianę prawa w tym zakresie.
A jak jest z byłymi funkcjonariuszami PRL? Obecnie, nawet po wprowadzeniu "ustawy dezubekizacyjnej", średnia emerytura byłych esbeków wynosi 2351 zł. Członkowie WRON, czyli "junty stanu wojennego" dostają ok 4143 zł (brutto) emerytury wojskowej. Wojciech Jaruzelski dostawał do niedawna ponad 8 tys. zł emerytury "generalskiej", teraz połowę tej sumy.
sks/Nasz Dziennik/gazetaprawna.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

