Czy trudno jest wam z żoną wychowywać dzieci?


Szczerze? Bez odniesienia do realnego czuwającego Boga byłoby bardzo trudno. Świadomość, że On pozwala na błędy i z każdego - sam tego doświadczyłem - może wyprowadzić na prostą, jest bardzo krzepiąca. W końcu dzieci tak naprawdę nie są nasze. Mamy je tylko na pewien czas. W gruncie rzeczy to Bóg się o nie troszczy. Często jednak o tym zapominamy i dołujemy się, że czymś tam właśnie zepsuliśmy dzieci.


A jakim jesteś ojcem?


Gdy urodziło się moje pierwsze dziecko, miałem 35 lat. I tak naprawdę to mój syn zaczął mnie wychowywać. Kupa, pielucha, niespanie w nocy - to tak naprawdę zaczęło mnie wprowadzać w jakąś tam dojrzałość, odpowiedzialność, której nie da się zbyć łatwym „nie chce mi się, nie mam czasu”. Ten proces ciągle trwa, każde następne dziecko to kolejne walki z moim egoizmem, z chęcią uciekania w siebie, zaspokajania tylko swoich potrzeb. Łatwiej przecież wyjść na rower niż zająć się dzieckiem. Ale słowo daję, te tak zwane poświęcenia bardzo szybko okazują się pełniejsze, przyjemniejsze nawet od tych ucieczek w siebie. Bardzo lubię jeździć rowerem po górach i kiedyś na wakacjach tak kilka dni sobie jeździłem. Moja żona zostawała z synkiem, który uczył się chodzić. Nie widziałem w tym nic złego, uważałem, że mi się to należy. Były piękne wjazdy, zjazdy i pozostało nawet miłe wspomnienie, tyle że mocno puste.


Co jest dla ciebie priorytetem w wychowaniu?


Nie chciałbym tu patetycznie trąbić, ale naprawdę doprowadzenie dzieci do relacji z miłosiernym Bogiem załatwia wszystko. Tak naprawdę chrześcijaństwo to niewymuszona odpowiedź na miłość Boga. Bardzo chciałbym, żeby to było motorem działań moich dzieci. Dlatego z trudem przechodzą mi przez usta moralizmy „musicie”, „powinniście” „trzeba” - to już tylko krok do „wypada”, karykatura Ewangelii – radosnej przecież nowiny. Ale jak to przeprowadzić, kiedy sam ciągle łapię się na lękowym podejściu do Boga. To przez lata trwania w takiej karykaturalnej wizji chrześcijaństwa. Póki co, jednak zdaję sobie sprawę, że dzieci potrzebują wytyczenia jasnych granic, jasnej informacji, co jest dobre, a co złe. Bez tych granic są pozornie wolne, ale strasznie zagubione.


Wychowywanie jest dla ciebie twórcze?


Pamiętam, jak kiedyś miałem konkretną pracę do wykonania. Miałem coś napisać, skomponować, w dodatku miałem feeling, a tu nagle trzeba było zająć się dwuletnią córką. Na początku się wściekałem, a skończyło się na tym, że śpiewałem Basi katalog meblowy (akurat był pod ręką). Bardzo śmiesznie wyszło. Basia była szczęśliwa, a nieartykułowany dźwiękowy opis umeblowanych wnętrz wejdzie do nowego spektaklu Mumio.


Jakie widzisz zagrożenia dla dzieci?


Niektórzy koledzy mojego dziewięcioletniego syna są mocno wkręceni w komputer, internet i telewizję. Widzę, jak to okalecza ich wrażliwość, język. Źle, kiedy świat dorosłych za szybko pojawia się w życiu dziecka. Bronię dzieci przed tym i jestem dość ortodoksyjny. Telewizora używamy tylko do dobranocek i wybranych filmów na dvd. Syn dostał kiedyś grubą encyklopedię, którą przejrzałem i przeraziłem się potworną ilością błędów merytorycznych i poza tym ani słowa o Bogu czy Kościele, choćby w sensie historycznym, za to cały bogato ilustrowany rozdział o kosmitach i ich wpływie na cywilizację ziemską. Powtarzam, to była gruba encyklopedia dla dzieci z normalnej księgarni.

 

Jak przekazujecie dzieciom wiarę w Boga?


Modlimy się z dziećmi, chodzimy razem na Eucharystię, przeżywamy Paschę we wspólnocie neokatechumenalnej, w każdą niedzielę modlimy się z brewiarza, czytamy Ewangelię, rozmawiamy z dziećmi, co tam dla siebie znalazły. Ale ważny jest też przykład, a moja gwałtowność nie jest dobrym przykładem dla dzieci. Jednak mają szansę widzieć, że jest ratunek w Bogu, w pojednaniu, przebaczeniu. Jeśli kłócimy się z żoną przy dzieciach, to i godzimy się przy nich. Prawdziwe przebaczenie bez Boga jest niemożliwe. Staramy się im o tym mówić.


Mocno różnicie się z żoną w podejściu do dzieci?


Miłość mamy jest utożsamiana z emocją, jest jakby mniej wymagająca, sentymentalna. Często zarzucam żonie, że jest niekonsekwentna, zbyt łagodna dla dzieci. U mnie to raczej próba utrzymania równowagi między karceniem i przytulaniem, u żony przewaga pobłażliwości. Wiele razy jednak słyszałem, że to norma, że matki takie są i taka jest ich rola. I naturalne są te różnice w podejściu matki i ojca do dziecka. Jednak nigdy nie mogą one prowadzić do trzymania sztamy z dzieckiem przeciw drugiemu rodzicowi. Tutaj musi być jedność.


Wasze dzieci inspirują Mumio?


Zdecydowanie. Moja żona ma ogromny talent, który w Mumio objawia się tylko w 10%. Potrafi wspaniale mówić językiem dziecięcym i wejść w ich rzeczywistość. To mnie zachwyca. Mnie inspirują pośrednio. Uwielbiam w dzieciach taki fenomenologiczny, pierwotny odbiór świata. To jest bardzo ważne w sztuce. Coś, co oglądasz milion razy, nagle możesz zobaczyć jakby po raz pierwszy i to cię inspiruje do tworzenia. Dzieci potrafią zachwycić się czymś, co dla ciebie jest nudne, zgrane, bo rzeczywiście spotykają to po raz pierwszy, ożywiają w ten sposób przedmioty, wydarzenia.


Splendor?


Mega splendor!


Podoba mi się, że w splendorowej reklamie Plusa kontaktowaliście się z Jackiem telefonicznie z dziećmi, pytając ich o zdanie.


Ciekawe, że to powstało podczas improwizacji, tak trochę dziecięco, bez planu. Dzieci warto traktować poważnie. Pamiętam z dzieciństwa, jak bolało mnie stwierdzenie: jakie ty możesz mieć problemy w tym wieku. Dzieci boli też, kiedy ktoś tylko udaje, że je słucha. Świetnie to nasze udawanie wyczuwają. Warto poważnie traktować je nawet, kiedy mówią tzw. głupoty. Swoją drogą te tzw. głupoty to jest to, czego bardzo często brakuje dorosłym.


Rozmawiał Jarosław Wróblewski