Tomasz P. Terlikowski: Gdy się czyta pobieżnie objawienie Matki Bożej z La Salette, można odnieść wrażenie, że jest ono bardzo konkretnie osadzone czasowo, odnosi się na przykład do konkretnych ziemniaków. Jakie jest uniwersalne przesłanie objawienia tak rzeczowo osadzonego w rzeczywistości?
Gian Matteo Roggio: Powszechność orędzia z La Salette rodzi się właśnie z jego konkretności. Weźmy na przykład kwestię pracy. Praca jest powszechnym wymiarem ludzkiego bytu. Księga Rodzaju, aby powiedzieć, kim jest człowiek wobec Boga i jakiego człowieka Bóg pragnął, mówi o pracy. A więc gdy Maryja w La Salette mówi o robotnikach, mówi nam o pracy jako takiej, a także o pracy, która nie przynosi oczekiwanych owoców, ponieważ jest nieurodzaj i nie można uzyskać dobrych plonów. Maryja pobudza nas do stawiania pytania, kim jest człowiek. To jest właśnie powszechność orędzia z La Salette, które pyta o to, kim jest człowiek wobec Boga i to poprzez swoją pracę. Księga Rodzaju mówi nam o pracy, że człowiek powinien strzec ogrodu, a więc to jest praca. Człowiek miał strzec ogrodu, który Bóg stworzył dla niego i miał sprawiać, aby ten ogród pozostawał żywym i życiodajnym.
Orędzie z La Salette mówi także o pożywieniu. Wracamy tu do Księgi Rodzaju, według której przeznaczenie człowieka jest zdeterminowane przez pożywienie, pokarm drzewa życia. My jako chrześcijanie jesteśmy zgromadzeni wokół pokarmu dającego zbawienie, a więc poprzez konkretność wyrażoną przez pracę, pokarm, modlitwę, czyli sposób bycia człowieka przed Bogiem i sposób bycia Boga przed człowiekiem. Maryja otwiera nas na wymiar powszechny; ten wymiar orędzia z La Salette jest właśnie taki: jakim człowiekiem, jakim bytem ludzkim chcesz się stać? Życie człowieka jest zdeterminowane przez pracę, przez pokarm, przez modlitwę, czyli poprzez spotkanie i dialog z Bogiem. Są to trzy podstawowe wymiary opisujące człowieka w Księdze Rodzaju. Orędzie stawia te pytania: kim chcesz być? Co chcesz zrealizować poprzez swoją pracę? Jakiego pokarmu szukasz? Możemy powiedzieć, że to jest uniwersalna siła orędzia z La Salette, która rodzi się właśnie z konkretności.
Orędzie z La Salette jest więc jakby „powtórzeniem” Księgi Rodzaju, jest ontologią człowieka, taką antropologią w pigułce dla zwyczajnych ludzi?
Możemy tak powiedzieć, ponieważ Maryja pytając nas w La Salette, kim chcemy stać się jako ludzie, prosi, aby patrzeć na Jej Syna, który jest człowiekiem w całym tego słowa znaczeniu. Ponieważ Jezus Chrystus, Syn Boży, jest prawdziwym człowiekiem, który spełnił się (zrealizował się) poprzez pracę w swoim domu w Nazarecie oraz poprzez pracę głoszenia Królestwa Bożego. Jest człowiekiem, który znalazł i ofiarował pokarm – Eucharystię. Jest człowiekiem, który był zdolny żyć przed Bogiem jak Syn przed swoim Ojcem. To właśnie ofiaruje nam Maryja. Maryja pytając nas, jakim człowiekiem, jakim stworzeniem ludzkim chcemy się stać, wzywa nas i zaprasza, aby zobaczyć Syna, ponieważ On jest prawdziwym człowiekiem. Aby móc zobaczyć, że Jezus jest prawdziwym człowiekiem, potrzebujemy Ewangelii, potrzebujemy sakramentów, potrzebujemy Kościoła.

Niezwykle charakterystyczne w tym objawieniu jest to, że Maryja objawia się zupełnie zwyczajnym ludziom, a nie jakimś świętym. Nie da się przecież tych dwojga pastuszków wpisać w jakąś hagiografię. Podobnie było z apostołami, którzy też nie byli specjalnie świątobliwi, gdy ich poznaliśmy w Ewangelii.
Tak. Bóg wybiera zawsze prostych, zwyczajnych ludzi i Maryja wie to bardzo dobrze, ponieważ w Magnificat sama powiedziała, że Bóg rozprasza pysznych, a wywyższa pokornych. A kim są pokorni? Pokorni to ci, którzy w swojej codzienności nie decydują o historii. Kto decyduje o historii w naszej powszedniości, w tym co my uważamy za normalne? Czynią to jedynie wielcy! Jeśli weźmiemy, na przykład, nasze książki do historii to zauważymy, że o losach historii decydują gesty i działania ludzi wielkich. O pokornych, o małych nie ma tam mowy, o nich nie wiemy absolutnie nic. Maryja czyni to, czego się nauczyła od swojego ludu Izraela. Maryja przejęła od swojego ludu, Izraela, że Bóg nie wybiera wielkich, aby zmieniać historię. Bóg, aby wpływać na historię i czynić ją ludzką, tzn. zdolną do przemiany bytu ludzkiego jako takiego, wybiera tych, których wielcy pozostawiają systematycznie na boku.
W Fatimie Maryja wybrała troje dzieci, które pochodziły z rodzin pobożnych. W La Salette mamy do czynienia z dziećmi bardzo współczesnymi, które pochodzą z rodzin zniszczonych, jak wiele rodzin nam współczesnych, z rodzin „niespecjalnie” religijnych.
To wskazuje, komu Bóg jest bliski. Zazwyczaj mówimy, że Bóg jest blisko wszystkich. Zarówno zjawienia w Fatimie jak i w La Salette mówią nam, że Bóg jest blisko wszystkich. W Fatimie Bóg jest blisko wierzących, w La Salette Bóg jest blisko tych, których my dzisiaj nazwalibyśmy niewierzącymi lub obojętnymi, bądź osobami doświadczonymi przez ubóstwo, które nie mają czasu, aby myśleć o Bogu i religii. Możemy to rzeczywiście powiedzieć.
To zjawienie w La Salette jest antropologiczne i dzięki temu może bardziej trafić do ludzi obojętnych, takich, którzy jeszcze Boga nie spotkali. To zjawienie mówi o człowieku, zaczynając od człowieka, który jest daleko.
Oczywiście. Pierwszym obojętnym wobec przyjęcia i zrozumienia orędzia z La Salette był ojciec Maksymina. Tym, co go później zaskoczyło, był fakt, że Bóg chce zajmować się także nim i jego życiem.

Idąc dalej, gdy patrzymy na życiorysy świadków różnych objawień, widać, że do zakonów wstępowali niemal zawsze wizjonerzy, prowadzili super pobożne życie i można powiedzieć, że do świętości szli prostą drogą.
To wszystko jest do zweryfikowania. Wszystko zależy od tego, jakie znaczenie nadamy słowu świętość. Świętość nie zawsze jest zbieżna z wyniesieniem na ołtarze. Świętość nie ma potrzeby oficjalnego uznania ze strony Kościoła. Świętość jest darem, który przeżywa się także bez oficjalnego uznania Kościoła. To po pierwsze. Po drugie, musimy być bardzo ostrożni, by nie łączyć świętości świadków objawień z samymi objawieniami. Mam wrażenie, że często poszukujemy świętości u świadków objawień dla pewności, że zjawienie jest prawdziwe. Potwierdzenia tego oczekujemy poprzez wyniesienie tych świadków na ołtarze, jako gwarancji prawdziwości samego objawienia. Innymi słowy, sądzimy, że jeśli świadkowie objawienia nie zostali wyniesieni na ołtarze, to zjawienie nie jest prawdziwe.
Nie chodzi oczywiście o to, żeby ich beatyfikować, czy kanonizować. Gdy spojrzymy na życie Maksymina to widzimy, że spotkał on Pana Boga. Czyni duży wysiłek, aby kroczyć za Bogiem, lecz nieustannie znajduje kłody pod nogami. Ma problemy z alkoholem, jego natura jest nieustannie zraniona.
My jesteśmy przekonani, że kto widzi Boga, kto widzi Maryję Dziewicę, musi być świętym, lecz zapominamy, że Bóg nie ukazuje się świętym ale grzesznikom. To jest właśnie skandal Ewangelii. Jezus objawia się grzesznikom, nie zaś sprawiedliwym swojego czasu. Podobnie w dawnych czasach Bóg ukazywał się grzesznikom. Pomyślmy o Mojżeszu, wielkim prawodawcy Izraela. Mojżesz spotyka Pana na Górze Horeb po tym, jak wcześniej zabił Egipcjanina. Mojżesz spotyka Boga jako morderca. Bóg na prawodawcę Izraela wybiera mordercę! Dla nas jest to nie do pojęcia, ponieważ zmieniliśmy „karty gry”. My, aby uczynić Ewangelię mniej skandaliczną, tak naprawdę zmieniliśmy ją i mówimy, że ci, których Jezus spotykał są właściwie dobrzy, lecz niezrozumiani przez innych. Jezus spotykał prostytutki, celników, tzn. ludzi, którzy okradali swoich braci z pieniędzy i siali zgorszenie. Jezus spotykał osoby złe! Są to określenia, których już nie używamy. Jezus spotykał właśnie osoby złe i dawał im możliwość zmiany życia. Tak samo Maryja w La Salette spotkała osoby, których według naszych kryteriów nie powinna spotkać. Ofiarowała tym ludziom możliwość zmiany i to się dokonywało. Pomyślmy o Melanii, o tej dziewczynie bardzo zamkniętej i zranionej przez życie, która na koniec nauczyła się języka włoskiego i stała się zdolna do prowadzenia dialogu z osobami, które posiadały we Włoszech ogromny autorytet duchowy. Mogła prowadzić dialog z autorytetami duchowymi tamtej epoki.
Ta cała historia jest dowodem na prawdziwość Tomaszowej tezy, że łaska buduje na naturze, ale też nie niszczy natury.
Dzieje się tak, ponieważ Bóg jako pierwszy nas ukochał i szanuje nas takimi, jakimi jesteśmy.
Można odnieść wrażenie, że zjawienie z La Salette jest bardzo mocno skierowane do współczesnych ludzi, zagubionych, grzesznych, bardzo potrzebujących kogoś, kto im powie, że Pan Bóg ich kocha i może zmienić ich życie, nawet jeśli zostaną zwykłymi, szarymi ludźmi.
Centrum orędzia z La Salette jest właśnie takie: jeśli się nawrócą, kamienie i skały staną się stertami zboża. Maryja przychodzi do La Salette właśnie po to, by powiedzieć nam, że tam, gdzie człowiek spotka w Chrystusie swojego Boga, tam odnajduje ponownie samego siebie. Odnajdując siebie jest w stanie być bratem dla innych ludzi. Stając się bratem dla innych ludzi może zbudować świat, będący domem dla wszystkich; świat, który nie stosuje przemocy wobec nikogo, w tym także wobec natury.
Rozmawiał Tomasz P. Terlikowski
Ks. Gian Mateo Roggio MS – saletyn, wykładowca Uniwersytetu Marianum w Rzymie. Autor wielu książek o historii objawienia w La Salette.
Tłumaczył ks. Jacek Pawłowski MS
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

