- Ze względu na moje osobiste przekonania jako żarliwego katolika, nie tylko walczę przeciwko czemuś, walczę za czymś - za życiem - powiedział centroprawicowemu dziennikowi Il Foglio.

Bocelli stwierdził, że kręcąc ten film chciał przynieść ulgę tym, którzy znajdują się w trudnych sytuacjach i czasami po prostu potrzebują poczuć, że nie są sami. - Życie jest trudne, ale musimy słuchać, musimy mieć uszy otwarte, by ich zdać sobie sprawę z ich istnienia.

Bocelli powiedział, że zdziwiły go telefony, które otrzymał po publikacji klipu. – Powiedziałem te słowa półtora roku temu w przekazie wideo dla ks. Richarda Frechette, misjonarza, który pracuje z dziećmi na Haiti i zasługuje, by poświęcić mu osobną książkę. Zaśpiewałem koncert, żeby pomóc mu w budowie Domu Aniołów, a on poprosił mnie o kilka słów nadziei dla matek w trudnej sytuacji. Zdecydowałem się opowiedzieć historię moich narodzin – powiedział tenor.

- Zrobiłem to, opisując osobiste doświadczenie mojej matki bez pytania jej o zgodę, ale nie miała mi tego za złe. Nie byłem przygotowany na poruszenie, jakie to wywołało – wyjaśnił.

- Jako młody chłopak byłem nadpobudliwy i dosyć naiwny – kontynuował. Dodał, że kochał muzykę od małego. – Moja matka opowiada mi, że płakałem, gdy tylko usłyszałem piosenkę, nawet przez ścianę z innej sali w szpitalu. Obracałem się w kierunku muzyki i z radością jej łuchałem - powiedział tenor.

MJ/Catholicnewsagency.com

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »