System ten miałby zapewnić nie tylko utrzymanie partii politycznych przez ich prawdziwych zwolenników ale i pokazać autentyczne poparcie, jakim poszczególne ugrupowania mogą się cieszyć. Wszystko jest oczywiście lepsze od obecnego systemu, w którym politycy doją państwową kasę a podatnicy nie mają żadnego wpływu na to, kto bierze ich pieniądze, tak więc propozycja Ruchu Palikota wydaje się niezwykle atrakcyjna i rozsądna. W rzeczywistości kryje się w niej niemałe niebezpieczeństwo i polityczna pułapka. Nie zależnie od tego, czy Autorzy projektu zdają sobie z tego sprawę u zrobili to celowo, czy też nie w proponowanych zasadach kryje się niebezpieczeństwo objęcia obywateli jeszcze ściślejszą inwigilacją, niż ma to miejsce do tej pory.
My mamy inny pomysł: samofinansowanie. Ugrupowania polityczne powinny mieć możliwość zabiegania o dotacje od osób prywatnych czy przedsiębiorstw oraz pozyskiwania środków poprzez działalność gospodarczą. Dlaczego partia nie ma prawa takowej prowadzić. Wystarczyłoby zastrzeżenie, alby zysk wykorzystywać wyłącznie na działalność statutową, podobnie jak w przypadku fundacji. To jedyny uczciwy model, który z jednej strony nie okrada podatnika nie koniecznie chcącego przekazywać część swoich pieniędzy partiom parlamentarnym (a tylko te dzisiaj dotacje otrzymują) a z drugiej ogranicza możliwość szykan i kontroli społeczeństwa pod względem jego politycznych sympatii.
Zgadzamy się z Łukaszem Adamskim (i w rezultacie z Januszem Palikotem), że obecny system finansowania ugrupowań trzeba zmienić. Ten relikt socjalizmu dzielący polityków na równych i równiejszych nie ma niczego wspólnego ze sprawiedliwością. Pamiętać jednak musimy o biblijnej radzie żeby unikać wszystkiego co ma chociaż pozór zła. A propozycja dawnego szefa komisji Przyjazne Państwo ma nie tylko pozór, ale cały pokład potencjalnego zła. Miałaby ona sens jedynie w idealnym państwie zatrudniającym na urzędniczych stanowiskach samych kryształowo uczciwych ludzi, co w warunkach już nie polskich, ale ogólnie ziemskich jest niemożliwe. Poza tym zawsze najlepszym rozwiązaniem jest to, które jest najprostsze czyli – w naszych oczach – wspomniane już wyżej samofinansowanie. Dodatkową korzyścią byłoby dla wyborców to, że czarno na białym widzieliby, który z przewodniczących, prezesów czy nawet pierwszych sekretarzy jest dobrym gospodarzem – co nam bowiem po premierze, gospodarzu kraju, który nie potrafi zarządzać?
Alexander Degrejt&Monika Nowak
Zob. również:

