Społeczeństwo ma prawo znać swoje prawa jako "strony" w każdym postępowaniu rządowym. Do tych praw należy dostęp do informacji i traktowanie na równych prawach – mówi Scott Bloch, doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych George'a W. Busha w rozmowie z "Naszym Dziennikiem".
Amerykanin zaznacza, że gdy podczas swojej pracy z prezydentem USA przedstawiał ważne sprawy państwowe w Kongresie, istotnym czynnikiem był publiczny wymiar problemu. - Wtedy, kiedy politycy zdają sobie z tego sprawę, zupełnie inaczej go traktują – mówi Bloch.
Zaznacza, że wizyta Anny Fotygi i Antoniego Macierewicza w Waszyngtonie "może wiele pomóc w międzynarodowym odbiorze sprawy" katastrofy smoleńskiej. - To, co chciałbym powiedzieć Polakom w tej sprawie: nie rezygnujcie, walczcie. Czy wkrótce, czy później przyjdzie rozwiązanie, wydarzy się coś dobrego i prawda wyjdzie na jaw, niezależnie od tego, jaka by nie była trudna do przyjęcia dla wielu – mówi amerykański polityk.
Bloch powiedział, że będąc w Polsce odwiedził miejsca związane m.in. ze śp. Lechem Kaczyńskim. - Wiem, że wasz prezydent, który wtedy zginął, był wielkim człowiekiem, katolikiem i przyjacielem Ameryki, szczególnie tej administracji, dla której i ja pracowałem. Rozmawiałem z wieloma ludźmi o tym, co się stało 10 kwietnia, i wszystko jest uderzająco podejrzane. Nie znam wszystkich szczegółów, ale to, czego się dowiaduję, jest bardzo przykre – mówi Scott Bloch.
Zaznacza, że gdyby podobna tragedia zdarzyła się w Stanach Zjednoczonych "wszczęto by wielkie śledztwo". - Zostałyby mianowane prominentne i wiarygodne osoby do nadzoru nad jego prowadzeniem, na przykład sędziowie Sądu Najwyższego – tłumaczy i przypomina, że "po zamachu na prezydenta Kennedy'ego pracowała Komisja Warrena, złożona z prawników i polityków".
- Mamy do czynienia ze sprawą o wielkim znaczeniu. Nie wydarzył się zwykły wypadek. Katastrofa polskiego samolotu dotyczy osób na najwyższym szczeblu władzy i ma różnorakie konsekwencje o wielkim zasięgu. Dotyczy wszystkich obywateli, bo wpłynęła na ich państwo, na oblicze władzy. Nie można jej traktować tak jak każdego wypadku w komunikacji – mówi były doradca prezydenta USA.
- Moje doświadczenie nigdy nie dotyczyło spraw na tak wysokim poziomie, ale wielokrotnie zlecałem prowadzenie dochodzeń, a także nadzorowałem śledztwa związane ze sprawami, którymi zajmował się mój urząd, i zdaję sobie sprawę z tego, jak trudno jest przeciwstawić się silnym grupom nacisku, którym zależy na skierowaniu sprawy zgodnie z ich interesem. Tak więc trudno się dziwić, że kiedy głośno mówi się o czyichś błędach, zaniedbaniach albo nadużyciach, można samemu stać się ofiarą nagonki posuniętej do przemocy. Zostać ośmieszonym, okrzykniętym mianem fanatyka albo niezrównoważonego psychicznie – podkreśla Scott Bloch.
żar/Naszdziennik.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

