Rzeczywiście, w różnych przedchrześcijańskich kulturach przypadają na ten czas zwyczaje związane z pamięcią o zmarłych oraz ze światem duchów wymyślonych i rzeczywistych. Nie warto ich teraz przypominać, bo świetnie przedstawiają te tradycje różne artykuły, najczęściej krytyczne. Autorzy aspirują do obrony wartości chrześcijańskich i zachęcają, by nie brać udziału w neopogańskich zabawach. Trudno zaprzeczyć ich słuszności, ale odrzucenie przedchrześcijańskich zwyczajów to tylko połowa ewangelicznego przesłania. Gdyby nie moja matematyczka z podstawówki, powiedziałbym „mniejsza połowa”. A tak naprawdę, odrzucenie barbarzyńskich elementów różnych kultur to znikomy ułamek przesłania Chrystusa. „Ani joty” nie chciał zmienić w tym, co przekazał Mojżesz i tylko trochę w tym, co zastali chrześcijanie w różnych kulturach innych religii. Chrystus nie przyszedł nie po to aby zmieniać, rewolucjonizować, ale wypełnić, dopełnić, uzupełnić.
Stąd różnorodność kultur, tam, gdzie dotarli katolicy. Benedykt XVI co jakiś czas przypomina o religiach naturalnych szukających Boga w rytach związanych z rocznym cyklem przyrody. Chrystus nie przyszedł ich wyplenić, ale dopełnić. W ten sposób naturalne przesilenie wiosny nad zimą nabiera pełni w boskim, Chrystusowym Zmartwychwstaniu, pogańskie dożynki-święto plonów, zwłaszcza zboża, doskonali się w uroczystości Nadprzyrodzonego Chleba-Bożego Ciała, a poszukiwanie Boga w rzymskim grudniowym kulcie „niezwyciężonego słońca” kończy się znalezieniem Zbawiciela narodzonego Betlejem prawdziwego Słońca narodów. Nie chodzi o jakąś sprytną strategię, ale opatrznościowe działanie Boga. Starożytni Ojcowie Kościoła mówili o racjonalnym objawieniu, jakiego Stwórca udzielił greckim filozofom klasycznym, bo cała prawda pochodzi od Boga. Podobnie chrześcijanie postrzegali często nieszkodliwe kulty naturalne. Za cześć dla „nieznanego Boga” św. Paweł chwali ateńczyków na Areopagu. To samo stało się z Helloween. Przedchrześcijańskie zwyczaje napełnione strachem przed nieokiełznanymi duchami i śmiercią, dzięki Chrystusowi przemieniły się w radość uroczystości Wszystkich Świętych i spokojną zadumę Dnia zadusznego. Skończyła się przerażająca niepewność żyjących, bo Zmartwychwstały panuje na duchami nieczystymi i niebiańskimi. Błogosławione skutki czyśćca oraz ofiary modlitwy, umartwienia i dobrych uczynków ziemian dają pewność duszom czyśćcowym na dołączenie do niebiańskiej uczty.
Radosna Uroczystość Wszystkich Świętych i Zaduszki nie zaowocowały zbyt wieloma popularnymi, nieliturgicznymi zwyczajami chrześcijańskimi: wizyta na cmentarzu, kwiaty i znicze. Homo ludens domaga się więcej zabawy i na początku sięga do naturalnych przedchrześcijańskich zwyczajów: dynia, korowody duchów, „cukierek albo psikus”. Życie nie lubi pustki. Skoro sednem chrześcijaństwa jest Dobra Nowina, a nie krytyka historyczna, nie zatrzaskujmy drzwi przed rzeczywistością, ale udoskonalmy ją, tak jak to się stało ze starogermańską choinką i anglosaską jemiołą, znakami życia pośrodku zimy. W niektórych miastach są organizowane korowody i uczty świętych. Kolega anglista zakupił dla swojej córki „święte obrazki”, by rozdawała tam gdzie zapuka prosząc o słodycze. Gdy przebrane dzieci pukają do moich drzwi rozmawiamy o różnicy między „Wszystkimi Świętymi” a potocznym określeniem „święto zmarłych”, kilka słów o wybitnych postaciach z historii Polski (takie prywatne „zboczenie ”zawodowe). Potem wspólne „wieczny odpoczynek…” i cukierki. Od nas zależy rodzaj zabawy: oblężona twierdza, czy wyjście do ludzi, negacja czy rozumna twórczość. Już w zeszłym roku Rafał Ziemkiewicz pisał, że wystawił na balkon dynię z wyrytymi motywami chrześcijańskimi. W końcu dynia to też stworzenie boże. Taką ludową kanonizację możemy przeprowadzić bez procesu kanonicznego. „…miejcie odwagę Jam zwyciężył świat” (J 16, 33).
Paweł Błażewicz nauczyciel i wolontariusz
