- Musimy mieć ster i kompas, bo tylko wtedy utrzymamy właściwy kierunek bez względu na to, skąd wieje wiatr – podkreślił biskup. Jego zdaniem katalizatorem zmian stało się podejście do katastrofy smoleńskiej i przekonanie o męczeństwie prezydenta. – Pierwszym, który sprzeciwił się tym akcentom, był abp Nycz, który publicznie podkreślił, że doszło do katastrofy, tragedii, a nie męczeństwa – powiedział bp Pieronek. Był to jednak, zdaniem biskupa Pieronka, głos wołającego na puszczy, bo wciąż powtarzano, że to była ofiara. - Kłopot w tym, że nie wszystkich, którzy zginęli na pokładzie Tu-154, uznano za męczenników. Tylko niektórym przypisywano szlachetne intencje. A inni? Ot, po prostu zginęli – stwierdził biskup.
Emerytowany krakowski hierarcha powrócił również do swoich przemyśleń na temat „zadymienia Kościoła PiS-em”. – Kościół ze swoim zaangażowaniem w politykę zabrnął w ślepą uliczkę, a wokół niego pełno jest już nie tyle dymu, ile PiS-owskiego czadu. Trzeba go przewietrzyć - mówił biskup.
Jego zdaniem zadymieni PiS-em są nie tylko duchowni, ale i niektórzy wierni. – Sam słyszałem, jak mówili o Kaczyńskim (Lechu), że to święty działający cuda tu i teraz. Twierdzili, że to męczennik. Czyli święty, który czyni cuda, uzdrawia itd. Tu już nie pomogą żadne argumenty – ocenił. Jednocześnie skrytykował pochowanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. – Kardynał Dziwisz chciał zjednoczyć Polaków, ale to był błąd - stwierdził bp Pieronek. Uważa, że ta decyzja stworzyła precedens i podzieliła naród – dodał.
TPT
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

