Birmańska opozycjonistka, Aung San Suu Kyi mówi, że Birmie przydałby się generał Jaruzelski. - Chciałabym wiedzieć, co takiego on ma w sobie, czego brakuje naszym generałom. Co sprawiło, że umiał usiąść przy stole z opozycją i rozmawiać - tłumaczy laureatka pokojowej nagrody Nobla z 1991 roku.

Inny Birmańczyk, U Tin Oo, szef Narodowej Ligi na rzecz Demokracji tłumaczy, że postać generała przewijała się w rozmowach birmańskiej demokracji. - Mieliście w Polsce dużo szczęścia, że wasi generałowie umieli się przestawić na dialog. Że generał Jaruzelski wiedział, kiedy usiąść z opozycją przy okrągłym stole. Gdyby tego nie zrobił, moglibyście za to płacić równie wysoką cenę, jak my płacimy - wyjaśnia. Aung San Suu Kyi tak tłumaczy swoje nadzieje: Będę szukać dla nich możliwie najlepszego wyjścia z sytuacji. Wierzę, że i u nas są generałowie z taką zdolnością dialogu, jaką ma Jaruzelski. Tylko jeszcze nie mieli okazji, żeby dać o sobie znać.

W Birmie panuje komunistyczna dyktatura wojskowa. Ostatnie protesty odbyły się w 2007 roku, kiedy to mnisi buddyjscy zamanifestowali swój sprzeciw wobec sprawowanych rządów. Domagali się oni wprowadzenia w kraju obiecanej demokracji, poszanowania wolności religijnej oraz praw człowieka. Skończyło się tak, jak poprzednio - birmańska władza krwawo stłumiła manifestacje, aresztując wielu mnichów.

Czy postać Wojciecha Jaruzelskiego zmieni cokolwiek w tej sprawie?

mf/Wyborcza.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »