Fronda.pl: Czy miał Pan okazję zapoznać się z artykułem Piotra Gontarczyka na temat Aleksandra Kwaśniewskiego?
Prof. Wojciech Roszkowski: Nie, jeszcze nie, natomiast czytałem publikacje prasowe streszczające główne tezy tej publikacji.
Czy fakt rejestracji Kwaśniewskiego jako współpracownika SB o pseudonimie Alek wnosi coś istotnego do naszej wiedzy o historii Polski? Przecież już wcześniej, mimo wyroku sąd lustracyjnego z 2000 roku, każdy zainteresowany polityką miał na ten temat swoje zdanie.
To jest istotne, choć rzeczywiście ta wiadomość nie jest nowa. Szkoda tylko, że nie znamy do końca raportów, które mogłyby nam coś więcej powiedzieć na temat roli Kwaśniewskiego w latach `80.
Jakie więc wnioski możemy wysnuć na temat końca PRL-u na podstawie informacji o tym, że młodym, zdolnym i obiecującym aparatczykiem interesowały się służby specjalne?
Coś w tym jest, że gdy upadał ZSRS, to KGB upadło jako ostatnie. W PRL było podobnie, PZPR upadła właściwie w latach 80., a do samego końca trzymali się Jaruzelski i Kiszczak, ludzie bardziej wojska i służb, niż partii. Odegrali bardzo istotną, właściwie reżyserską rolę w przygotowaniu miękkiego lądowania komunistów w nowej rzeczywistości.
Prof. Antoni Dudek postawił tezę, że w przyszłości dzieci uczące się w szkołach o Polsce lat 90. i Polsce przełomu wieków będą zobowiązane do zapamiętania dwóch symbolicznych nazwisk – chodzi o Lecha Wałęsę i Aleksandra Kwaśniewskiego. Wałęsa miałby tu być twarzą odzyskania niepodległości, Aleksander Kwaśniewski zaś nowym Polakiem, wzorcem, Carringtonem lat 90., jeśli odwołamy się do serialu Dynastia, kształtującego polską publiczność telewizyjną. Jak Pan, jako historyk, uważa, co to za postać ten Aleksander Kwaśniewski?
Faktycznie, Kwaśniewski jest postacią bardzo ważną dla współczesnej Polski, ale nie nazwałbym go polskim Carringotem. To raczej postać symboliczna dla sporej grupy Polaków urodzonych w PRL i mniej lub bardziej związanych z tamtym systemem, ale już na tyle młodych, że potrafiących wypracować sobie nową pozycję w III RP. Byli sprawni i pragmatyczni. W wolnej Polsce Kwaśniewski wyczuwał też dobrze nastroje społeczne. Liczyło się to, żeby mówić ładnie, elegancko i żeby było tak, jak Polakom się wydawało, że jest na Zachodzie. Ale trzeba też powiedzieć, że Kwaśniewski nie miałby takich sukcesów, gdyby nie był jednocześnie zdolnym politykiem.
Mówi Pan, że to zdolny polityk, który wywarł piętno na współczesnej Polsce, jest wręcz jednym z jej symboli. Czy w związku z tym jego krytyka może być postrzegana przez niektórych tak samo jak krytyka Wałęsy, czyli jako szkodzenie Polsce na arenie międzynarodowej?
Nie rozumiem skąd wynika to dziwaczne poczucie wstydu, na przykład we Francji nikt nie ma jakichś specjalnych kompleksów z tego powodu, że choćby prezydent Mitterand miał bardzo zabagnione życie osobiste i mówi się o tym do dziś na całym świecie. A w Polsce, mam wrażenie, to poczucie dumy jest jakoś dziwnie splecione z niektórymi postaciami, które nazywa się autorytetami, czy ludźmi wybitnymi. Przy czym, ta specyficzna niechęć do odbrązawiania postaci polskiego życia politycznego jest dość selektywna. Wałęsę i Kwaśniewskiego akurat się broni.
Teza o tym, jakoby prezydenci byli strażnikami polskiej dumy upada, jeśli weźmiemy pod uwagę dość spore przyzwolenie na krytykę obecnego prezydenta...
To jest ważne pytanie. Ja ciągle sobie je zadaję i nie znajduję łatwej odpowiedzi. Kiedyś nazwałem to „relatywizmem histerycznym”, ten cały permisywizm pamięci. Innymi słowy, akceptujemy wyskoki, błędy, grzechy pewnych ludzi, a tych którzy usiłują wskazać na nie jako na problem dajemy odpór: a co, to wy jesteście lepsi? Nikt nie jest bez grzechu, a wy jesteście jeszcze gorsi, bo usiłujecie pokazywać, czyjąś słabość – to jest ten styl myślenia. Zaraz też pojawia się instrumentalne wykorzystywanie Ewangelii. Mówi się ludziom badającym historię: kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem.
Mimo to wierzy Pan, że uzupełnienie luki jaką jest brak biografii Kwaśniewskiego, polskiego prezydenta przez okres dekady, zostanie już spokojniej przyjęte, niż publikacje Cenckiewicza, Gontarczyka czy Zyzaka o Wałęsie?
Myślę, że Polacy zasługują na biografię Kwaśniewskiego i poważną dyskusję o roli, jaką odegrał. Przecież obywatele wciąż bardzo mało wiedzą o tak ważnej dla III RP postaci. Weźmy choćby temat dzieciństwa prezydenta - nie są do końca wyjaśnione sprawy związane z ojcem Kwaśniewskiego. Co jakiś czas pojawiało się pytanie, czy był w UB, czy nie był? Z tego, co wiem, Gontarczyk w swojej pracy weryfikował również te pogłoski. Generalnie jednak, to co najmniej dziwne, że tak mało wiemy o rodzinie polityka, który przez dekadę był prezydentem Polski. Czy jednak jest możliwa poważna dyskusja na te trudne tematy, bez zacietrzewienia i politykowania? Nie wiem. Na pewno książki, o których Pan wspomniał, wytyczają drogę do normalności. Będą powstawały kolejne, różniące się między sobą publikacje. Z drugiej strony, zanim ukazała się książka Gontarczyka i Cenckiewicza o Wałęsie, poważni ludzie pisali listy protestacyjne przeciwko tej publikacji. Mimo że jej nie czytali. To horrendalne tym bardziej, że robili to ludzie, którzy mieli swoje zasługi w walce o wolność słowa dla Polski. Woleli stanąć razem z byłymi komunistami i zamykać usta i hamować wolność otwartej debaty o naszej przeszłości.
Co Pan sądzi o projekcie nowelizacji ustawy o IPN autorstwa PO?
Jestem bardzo krytycznie nastawiony do tych pomysłów. IPN ma ogromne zasługi dla edukacji i badań. Zbyt często zapomina się, że to nie jest tylko instytucja do spraw lustracji. Sprowadzanie sporu wokół IPN do poziomu rywalizacji międzypartyjnych jest bardzo szkodliwe.
Rozmawiał Jakub Lubelski
Wybierzmy przyszłość oraz styl...
[video:http://www.youtube.com/watch?v=N2i7sE6M3Hs]
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

