Często dyskutujemy nad sensem powstania warszawskiego. Sam wielokrotnie się zastanawiałem, jak bym się zachował na miejscu dowódców AK czy na miejscu ówczesnych warszawiaków. Dzisiaj, obserwując to co się dzieje na Ukrainie, nie mam wątpliwości. Najgorsza jest bezsilność, a potrzeba odpowiedzenia najeźdźcy z bronią w ręku jest nieomal fizyczna. Jeżeli nas ogarniają takie uczucia, trudno nie zrozumieć Warszawy po 5 latach okupacji.
Druga rzecz to kwestia kalkulacji szans. Widzimy ogromną przewagę wroga, ale tak długo, jak walczy Kijów i jak długo walczy Charków jest nadzieja. Widać, że nawet dotychczasowi "realiści" zagrzewają się i zapalają do wspierania Ukrainy.
Za 5, 10, 30, 50 lat będzie znany bilans i ktoś się będzie wymądrzał, co zrobił dobrze Zelenski, albo co zrobił źle i ile to kosztowało, a dziś podziwiamy Ukraińców, że walczą, pomagamy jak możemy. Zaciskamy bezradnie pięści, kiedy kończą się nasze możliwości.
mp/facebook
