- Głos ciemnego ludu, to złoto się nie świeci, rewolucja ścina głowy i pożera swoje dzieci – wyśpiewuje Skiba w piosence "Warto rozmawiać", którą Big Cyc zamieszcza na swojej stronie internetowej. W sieci znaleźć można również teledysk do piosenki – nie wiadomo, czy oficjalny – na którym fragmenty z programów Pospieszalskiego przeplatane są zdjęciami ze spotkań słuchaczy Radia Maryja.
Mało tego, na stronie internetowej możemy także znaleźć opis piosenki (sic!), w którym czytamy wyjaśnienie, co jej autor miał na myśli. - Charyzmatyczny redaktor TVP wyróżnia się brakiem obiektywizmu i naginaniem prawdy pod swoją z góry przyjętą tezę. Jego programy mają charakter propagandowy i często posługują się manipulacją - tłumaczą muzycy.
Co jeszcze Skiba – felietonista piszący dla Tomasza Lisa w tygodniku "Wprost" - wyrzuca Pospieszalskiemu? Nie obyło się bez nienawiści i homofobii. Jest jeszcze zarzut, że prowadzący "Warto rozmawiać" "gra na moherowych strunach lepiej niż na kontrabasie", i że "zwany jest PiS Ronaldem".
Piosenkę, która tak jednoznacznie wpisuje się w kampanię wyborczą Pospieszalski komentuje krótko: - Satyra była niegdyś bronią słabych przeciwko "dyktaturze ciemniaków" i narzędziem oporu społecznego, tu jest propagandą na usługach władzy i to w kiepskim wydaniu, bo trudno powiedzieć, żeby była celna – ocenia.
Po 205 publikacjach potępiających film "Solidarni 2010", który Pospieszalski nakręcił z Ewą Stankiewicz, taki utwór nie robi już na nim wielkiego wrażenia. - Piosenka wpisuje się w narrację zarówno premiera Tuska, który krytykuje film, choć go nie widział, i marszałka Komorowskiego, który zarzuca "Solidarnym" zawłaszczenie tradycji AK. Do tego dołączają się Szymon Majewski, Olga Lipińska, Jurek Owsiak i teraz Skiba – zauważa Pospieszalski w rozmowie z Fronda.pl. - Wygląda to jak element szerszej całości, jakby ktoś na siłę próbował przekonać, że od Komorowskiego po Skibę wszyscy muszą Pospieszalskiego potępić - dodaje.
- Przypomina to najgorsze lata dawnego ustroju, kiedy wszyscy musieli poczuwać się do obowiązkowej krytyki. Po filmie "Solidarni 2010" przez Polskę przeszła fala takiej właśnie obowiązkowej krytyki i potępienia, którą pamiętamy jeszcze z nie tak dawnej historii. Tak samo było po liście biskupów polskich do niemieckich w 1965 roku, po protestach w Radomiu i Ursusie w 1976 roku, gdy w zakładach pracy organizowano masówki potępienia "wrogów socjalistycznej ojczyzny“.
Cała sprawa nie dziwi Pawła Kukiza. Jego zdaniem, trzeba spodziewać się konsekwencji głoszenia swoich poglądów. - Janek jest, jaki jest. Jeśli prowadzi taką działalność, jaką prowadzi, eksponuje swoje poglądy, to musi się liczyć, że ktoś zaśpiewa taką piosenkę.
Przyznaje, że Big Cyc wpisuje się zarówno w kampanię wyborczą, jak i nagonkę na Pospieszalskiego, ale jego zdaniem to "koniunkturalizm wynikający z poglądów". - Big Cyc zawsze był anarchizująco-lewackim zespołem – ocenia Kukiz.
Podkreśla jednak, że nie warto się taką piosenką przejmować, a raczej przyjąć sprawę po chrześcijańsku. - Trzeba przeczekać, albo zrobić mądrą kontrę, pełną ciepła i... zło dobrem zwyciężyć – mówi muzyk. Dodaje, że takie sprawy trzeba przyjąć w kontekście głębokiej wiary. - Wpisują się w nią i niesprawiedliwe oceny i cierpienie. Trzeba być silnym, a zwycięstwo przyjdzie, jeśli nie teraz, to później – podsumowuje Kukiz.
AJ
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

