Robert Biedroń rezygnuje z szefostwa w Kampanii przeciwko Homofobii. Okoliczności jego odejścia są niejasne. Pod adresem Kampanii mnożą się oskarżenia o nieprawidłowości.

 

- Chciałbym się zająć nowymi wyzwaniami, nowymi pomysłami, których tony odłożyłem na potem. Nie odchodzę całkowicie z Kampanii. Będę kandydował do zarządu – bagatelizuje Biedroń na swoim blogu.

Jego odejście zostało dobrze przyjęte w środowisku homoseksualistów. Wielu otwarcie cieszy się z takiej decyzji, bo Robert Biedroń już od pewnego czasu pozostawał w konflikcie z częścią swoich kolegów. - Dobrze się stało. Za dużo było nieprawidłowości i niejasności w działalności KPH – mówi o tej decyzji inny znany aktywista Szymon Niemiec.

Portal Gaylife oskarża Kampanię przeciw Homofobii, pod kierownictwem Biedronia, o marnowanie publicznych pieniędzy (Kampania miała dostać dotację z Ministerstwa Edukacji Narodowej na warsztaty, których nigdy nie było) i brak przejrzystości finansowej.

- Jeśli pan Jacek Adler (redaktor naczelny portalu Gaylife – red.) ma dowody na swoje oskarżenia, niech je przedstawi w sądzie – odpiera ataki Robert Biedroń. Kampania nie zgadza się z tymi oskarżeniami. Wytoczyła w tej sprawie proces portalowi.

- Już wkrótce KPH jak co roku wezwie gejów i lesbijki do wpłacania im 1 procentu waszych podatków. Chcielibyśmy, abyście wiedzieli, na co pójdą w tym roku wasze pieniądze: na koszty procesowania się z naszym portalem - odpowiadał na proces Gaylife. Robert Biedroń zaprzecza, że jego rezygnacja z KPH miała jakiś związek z oskarżeniami pod jego i Kampanii adresem. - Osiem lat to szmat czasu. Pora, żeby ktoś inny pokierował KPH - mówi.

BM/Rz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »