W rozmowie z Moniką Olejnik, Robert Biedroń mówi: „Wychowywałem się w domu, w którym była przemoc. Marzyłem, żeby ktoś przyszedł i to zmienił. Nie było takiej osoby. Ksiądz też nie przyszedł”. W taki sposób Biedroń skomentował, wypowiedzi prawicy i hierarchów Kościoła na temat konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. I wezwał Prezydenta Komorowskiego do jak najszybszego podpisania konwencji antyprzemocowej.
Monika Olejnik, jak to zawsze bywa – chciała sprowokować Biedronia i zapytała: „– Gender zapuka, a nie ktoś w sprawie bicia”. - Jeśli ten gender sprawi, że nie będzie przemocy, to wolę gender. Bo ksiądz się nie zjawił w tym domu, a takich domów w Polsce są miliony – odpowiedział Biedroń.
Widać, że Robert Biedroń za wszelka cenę chce wplątać Kościół katolicki w swoje osobiste doświadczenia. Mówienie, że nawet ksiądz nie przyszedł by uratować Roberta Biedronia od przemocy w jego rodzinnym domu ma sens jedynie wtedy, kiedy sam Biedroń albo – zważywszy że pan Robert był wtedy dzieckiem, kiedy doświadczał przemocy – jego rodzice o taką pomoc prosili, zachodzili do kancelarii parafialnej i szukali porady. Jeśli tego nie było, to jakim prawem Bierdroń oskarża instytucję kościoła katolickiego o bierność w tym przypadku?
Widać, że dla wielu ideologów nowego porządku moralnego – ab-normlanego, należy dodać – Kościół katolicki stanowi największe zagrożenie. Za każdym razem będą starali się „przyłożyć” w Kościół, w księdza, pokazać w mediach, że to właśnie ta instytucja nie pomaga potrzebującym. A prawda jest zupełnie inna: jesli chodzi o pomoc np. kobietom wychowującym samotnie dzieci, które uciekły od mężów – tyranów, to właśnie Kościół katolicki, liczne zakony żeńskie pomagają Najaktywniej!
Współczuję Robertowi Biedroniowi dzieciństwa, bo każde dziecko które miało styczność z przemocą w domu cierpi całe życie. Ale zrzucanie winy za takie bolesne doświadczenie na Kościół jest po prostu chamstwem!
Sebastian Moryń
