Najsłynniejszy polski homo-aktywista przekonuje w swoim tekście, że w Polsce nie wolno straszyć homo-rodzicielstwem. - Geje, lesbijki i osoby biseksualne w Polsce wychowywały, wychowują i wychowywać będą dzieci. Nikt i nic nie jest w stanie tego ograniczyć – grzmi Biedroń w odpowiedzi na publikację "Rzeczpospolitej" o tym, jak homoseksualiści obchodzą prawo do adopcji w Polsce.
Biedroń reakcję na tekst nazywa "narodową histerią z udziałem mediów, organów ścigania i dr. Kochanowskiego". Stwierdza, że - "czy się to redakcji "Rzeczpospolitej" podoba czy nie" - dzieci w Polsce są wychowywane przez homoseksualistów a Kampania Przeciw Homofobii naliczyła ich aż "kilkadziesiąt tysięcy". Na homofobiczne zapędy zmiany tego stanu rzeczy zaleca "rzetelną edukację o osobach homoseksualnych".
Jak "edukuje" czytelników sam Biedroń? - Tradycyjna rodzina heteroseksualna złożona z kobiety i mężczyzny oraz dzieci wcale nie jest tak powszechna, jak nam się wydaje – twierdzi i na dowód przytacza dane Narodowego Spisu Ludności. Wynika z nich, że tylko 55 proc. rodzin w Polsce pasuje do opisu rodziny pełnej. Co z resztą? - pyta.
Biedroń nie omieszka oczywiście podkreślić wyższości homo-rodzicielstwa nad tradycyjnym. - W przeciwieństwie do wielu par heteroseksualnych pary homoseksualne nie mają dzieci przypadkowo – pisze. I choć przekonywać, że w homo-związkach "nie ma mowy o wpadce" nie musi, bo robi to za niego sama natura, dla autora "Tęczowego elementarza" to wielki atut. Naturalna niezdolność homo-par do rodzicielstwa to podstawa ich "świadomości i odpowiedzialności" w podejmowaniu decyzji o dziecku.
Dodać do tego fakt, że kolejne państwa i Trybunał w Strasburgu przyznają prawa adopcyjne homoseksualistom i mamy już obraz świata według Biedronia. Tu przyznanie dziecka "rodzinie", w której nie ma matki i ojca, a jest dwoje partnerów tej samej płci, to efekt troski o "dobro dziecka".
AJ/Rz
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

