- Nie po to decyduję się na ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego, żebym zawierała go pod krzyżem - twierdzi pani Bożena z Rzeszowa. Absurdalne stwierdzenie biednej pani Bożeny świadczy tylko o tym, że poziom intelektualny naszych rodaków pogarsza się.

 

Z tego co wiem, żyjemy w państwie o pewnej tradycji (każde państwo ma jakąś). Polska sfera publiczna, jakby nie patrzeć, jest związana ściśle z symboliką chrześcijańską. Dobitnym przykładem jest krzyż, który możemy spotkać w wielu urzędach państwowych, szkołach, szpitalach etc. Po komunistycznym reżimie polskie społeczeństwo mogło wreszcie, bez konsekwencji pójścia do więzienia albo utraty życia, manifestować właściwą polskość, czyli przynależność do konkretnego narodu i wartości. Z tego co pamiętam, Polska od swego początku była chrześcijańska.

 

Pani Bożena natomiast zachowała się tak, jakby dopiero co wyszła z jaskini Platona. Mniemam, że jej dotychczasowe życie przebiegało w taki sposób, że żadne krzyże kościelne, szpitalne, ani kapliczki przydrożne nie maltretowały jej świadomości i dobrego samopoczucia. Aż tu nagle zjawia się w USC i stwierdza: „Jestem ateistką, dlatego wybrałam ślub w Urzędzie Stanu Cywilnego, a nie w kościele (...) Krzyż zauważyłam dopiero po wejściu na salę. Jest wysoko zawieszony, dlatego nawet gdybym poprosiła o jego zdjęcie, to nie byłoby możliwości szybko tego załatwić. A co mają powiedzieć innowiercy, których to zapewne bardziej razi niż mnie”.

 

Dotychczas zapewne wielu innowierców, pani Bożeno, brało ślub cywilny w owym urzędzie. I jakoś media nie podawały do wiadomości, że ten „okropny krzyż” gwałci ich wolność. Ale co tam, pani Bożena to współczesna wojowniczka o świeckość państwa polskiego, która cierpi katusze i żyć nie może w tym ciemnogrodzie. Krzyż nie wpływa destrukcyjnie na życie jednostki (może jedynie w przypadku opętania widok krzyża powoduje fizyczne problemy, ale w takiej sytuacji krzyż spełnia rolę uzdrawiającą). Dlatego walka z krzyżem jest totalną głupotą i nieporozumieniem, wynikającym albo z opętania (jak wyżej), albo z ułomności intelektualnej, która coraz bardziej uwidacznia się w naszej codzienności (ale podłoże strukturalne owej niedyspozycji trzeba rozpatrywać w osobnym artykule i temacie).

 

Trzeba dodać, że kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Rzeszowie, Jerzy Wiktor jest zaskoczony tym, że krzyż stanowi problem. - Nie mieliśmy do tej pory uwag krytycznych dotyczących krzyża - mówi Wiktor. Potwierdza to Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa: - Skarg co do krzyża nie było. Dlatego nie widzę powodu, żeby cokolwiek z tym robić - dodaje.

 

Pani Bożeno, na pewno pani ślub cywilny jest prawnie ważny pomimo tego, że na ścianie (hen wysoko) wisiał krzyż. Życzę Pani udanego małżeństwa i nawrócenia, by krzyż nie stanowił już dla Pani tak istotnego problemu życiowego.



Sebastian Moryń