Paul rozgrzał konserwatystów obecnych na konferencji historią Izraelitów z 1 Księgi Samuela, która posłużyła politykowi do wyjaśnienia, że rozbudowany rząd jest  moralnie zły. Paul uważa, że Izraelici mieli świetny „system rodzinny” i nie potrzebowali rządu, który by o nich dbał.  „My również nie potrzebujemy króla i nie potrzebujemy Waszyngtonu, który zachowuje się jak król”- mówił.  W Biblii prorok Samuel wystąpił przeciwko królowi. Paul znalazł w tym analogie, mówiąc o tym, że król zabiera  młodzieńców i dziewczęta by wykorzystać ich i zniszczyć podatkami.  


Paul przypomniał również, że rozrastanie się rządu i biurokracji jest sprzeczne z duchem amerykańskiej konstytucji.  „ Straciliśmy naszą wiarę w to co jest prawdziwą wolnością i skąd ona pochodzi. Wolność nie pochodzi nigdy od rządu. Nasza wolność pochodzi od naszego stwórcy”- mówi Paul, który, mimo tego, że jest kongresmenem republikańskim, to od lat związany  jest z libertarianami.


Ron Paul pierwszy raz startował na prezydenta jako libertarianin w 1988 roku i wciąż uważa siebie za „adwokata wolności”.  Na swojej stronie internetowej pisze on, że wolność polega na indywidualizmie, braniu odpowiedzialności za siebie zaś rząd istnieje tylko po to by bronić wolności obywatelskich.  Paul ma jednak po prawej stronie wielu wrogów, bowiem jako libertarianin popiera legalizacją marihuany i kokainy.


Polityk starał się jednak przekonać do swojej kandydatury w prawyborach protestanckich wyborców mówiąc, że od zawsze broni życia nienarodzonego. Jego zdaniem bycie pro-life jest częścią bycia libertarianinem.


Ł.A/ Christian Post