Niezależni białoruscy dziennikarze wydzwaniają do władz, poszukując swojego kolegi – Iwana Szulhy. Został zatrzymany, gdy zauważył milicjantów pod budynkiem i ostrzegł przebywających w lokalu białoruskich dziennikarzy. Oficjalnie po to, by zbadać mu krew. Później jednak funkcjonariusze zmienili swoją wersję – obecnie wynika z niej, że Białorusin miał się awanturować i uderzyć milicjanta. O sprawie pisaliśmy wczoraj.

- Wiem, że sytuacja, w której staruszki biły milicjantów, zdarzała się również w Polsce, i myślę, że sytuacja, w której nasz dziennikarz, wychodząc z mieszkania, przez przypadek pobił czy też nagle rzucił się na milicjanta, wydaje się absurdalna i całkowicie abstrakcyjna, więc należy to potraktować w kategoriach represji – powiedziała PAP redaktor naczelna Biełsat TV, Agnieszka Romaszewska-Guzy.

- Chyba milicja przestraszyła się tego, co się dzieje - że wszyscy dzwonią, pytają, szukają go - i po prostu ukrywa miejsce, gdzie on jest w tej chwili – uważa przedstawiciel stacji, Aleś Dzikawicki.

 

sks/Dziennik.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »