Między godziną 14 a 15 pod budynek, w którym mieści się lokal wynajmowany przez przedstawiciela Telewizji Biełsat w Mińsku, Michała Jańczuka, podjechali funkcjonariusze milicji. Gdy zauważył ich wychodzący z budynku Iwan Szulha i ostrzegł przebywających w lokalu białoruskich dziennikarzy, został zatrzymany – oficjalnie po to, by zbadać mu krew. Pozostali dziennikarze nie otworzyli drzwi, gdyż funkcjonariusze nie mieli żadnego nakazu.

Oficjalną przyczyną najścia były rzekome skargi na odbywające się w mieszkaniu hałasy i balangi. W międzyczasie zmienił się powód aresztowania Szulgi – już nie tyle miał być pijany, co miał pobić milicjanta. Nie wiadomo, kiedy zostanie wypuszczony; jego areszt może trwać nawet dwa tygodnie. Milicjanci odstąpili już od drzwi mieszkania.

- Ta sytuacja jest nadzwyczaj niepokojąca. Wpisuje się to w sprawę Iwieńca i Domu Polskiego (gdzie władze białoruskie próbują przejąć lokal należący do niezależnego Związku Polaków na Białorusi - red.) – mówi portalowi Fronda.pl redaktor naczelna Biełsat TV, Agnieszka Romaszewska-Guzy. - Ostatnio niemal w każdym wywiadzie mówiłam, że następuje polityka odprężenia w relacjach władz białoruskich z opozycją. Wygląda na to, że się myliłam – mówi ze smutkiem.

Biełsat TV to telewizja satelitarna nadająca w języku białoruskim, finansowana i podlegająca pod Telewizję Polską. Nadaje od grudnia 2007. Władze białoruskie są wrogo nastawione do tej inicjatywy; przedstawiciele stacji na Białorusi nie otrzymali akredytacji.

 

sks

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »