Historyczne, ale i niezgodne z prawem pierwsze powszechne referendum na Białorusi odbyło się 14 maja 1995 r. Jak mówi deputowany do Rady Najwyższej XII kadencji Siarhiej Nawumczyk:

 „Celem referendum 1995 roku było obrazowo mówiąc przetrącenie kręgosłupa narodowi i Łukaszenka to osiągnął. Negatywne wyniki tego referendum w pewnych kategoriach są straszne. Mogę postawić obok tylko Kuropaty i II wojnę światową”

Wynikiem referendum było skasowanie języka białoruskiego jako jedynego języka urzędowego. Ponadto godło Pogoń i biało-czerwono-biała flaga narodowa przestały być symbolami państwowymi, a Aleksander Łukaszenka zyskał prawo do rozwiązywania parlamentu.

„Łukaszenka był tylko instrumentem polityki wyniszczenia kraju i narodu, który odradza i się nabiera sił po 200 latach okupacji. Stała za nim Łubianka. I całkowicie swojego celu Moskwa nie osiagnęła – Białoruś pozostała niepodległym państwem. A młode pokolenie, niczym trawę przez asfalt, ciągnie do historii i do języka, wbrew tym walcom, które wylewają asfalt” - uważa Juraś Bieleńki, który w 1995 roku również był deputowanym do Rady Najwyższej.

Polityk tłumaczy, dlaczego referendum 1995 roku było bezprawne. Jak wynika z konstytucji oraz ustawy o referendach, na podobnego rodzaju głosowaniach nie wolno było decydować o kwestiach dotyczących języka i kultury, a także prawo zabraniało przeprowadzenia referendum na pół roku przed nowymi wyborami.

„Łukaszenka w tak brutalny i bezpośredni sposób łamie normy konstytucyjne. Wydaje się - po co? Wydaje się – to nielogiczne! Ale moskiewscy spece doskonale rozumieli, co w tej sytuacji jest najważniejsze: kiedy jest naród i idea narodowa, to będzie wszystko! Kraj się odrodzi, gospodarka i wszystko inne. Jeżeli zaś zburzyć podstawy istnienia narodu, to można nas brać gołymi rękami” - mówi Juraś Bieleńki.

KZ/belsat.eu