Przedszkole Egalia w Sztokholmie to przykład prowadzonej od najmłodszych lat indoktrynacji środowisk feministycznych i lewicowych. Dzieciom w placówce wpaja się, że płeć nie ma żadnego znaczenia, a świat jest przesiąknięty ideami tzw. równości.
Placówka została specjalnie przygotowana do szerzenia w dziecięcych głowach zamętu i zniszczenia. Dzieci bawią się bezpłciowymi lalkami, oglądają książeczki, w których nie ma rodziców, a są tylko osoby samotnie wychowujące dzieci lub homoseksualiści „wychowujący” dzieci. - Wybieramy książki pokazujące rodziców samotnie wychowujących dzieci lub rodziców tej samej płci - mówi Gabriella Martinson, dyrektorka przedszkola. - Książki rodzinne są wszędzie. To może wydawać się przesadzone, ale zawsze musimy być przeciwwagą dla konserwatywnego społeczeństwa segregującego ludzi ze względu na płeć – dodaje.
Jak zaznaczają przedstawiciele placówki, pomysł powołania przedszkola wziął się z idei równości płci. - Zaczęliśmy od idei równości. Ona jest we wszystkim co robimy – tłumaczy nauczycielka Lotta Rajalin. - Równość płci jest podstawą naszej edukacji. To nie tylko przedmiot – wtóruje jej Martinson.
- Nie ukrywamy, że istnieją różne płci. Ale dziecko nie powinno być umieszczone w komorze na podstawie ich płci biologicznej – tłumaczy Gabriella Martinson. Zaznacza, że w przedszkolu ważniejsza jest płeć społeczna. - To z nią pracujemy – tłumaczy Rajalin. - Dlaczego mielibyśmy dzielić dzieci ze względu na ich płeć? Oczywiście maluchy mają swoje upodobania i preferencje, ale to nie ma żadnego związku z płcią biologiczną – uważa dyrektorka placówki.
W ramach szerzenia propagandy równości, przedszkole opracowało własny słownik bezpłciowych zwrotów. Zamiast imion używa się tam określeń „kolego”, czy „osobo”. Nikt nie mówi słów takich, jak „on” czy „ona”. Zastąpiono je wymyślonym na potrzeby placówki słówkiem „hen”, które ma oznaczać „ono” (w szwedzkim nie występuje taki zwrot). - Ale nigdy nie poprawiamy dzieci, jeśli zrobią błąd. Mówią tak jak się nauczyli – zaznacza Lotta Rajalin. Przyznaje, że również ona czasem się myli. - Czasami mówię „kochane maluchy” albo „mały człowieku”. Ciężko się odzwyczaić od wszystkiego – tłumaczy Rajalin.
Nauczycielki zapytane, czy dzieci nie doznają szoku, gdy opuszczą przedszkole i zderzą się ze „społeczeństwem segregującym ludzi ze względu na płeć”, odpowiadają, że głównym problemem jest to, że szwedzkie szkoły nie nadążają ze zmianami, jakie wprowadzono u nich w przedszkolu. - Uważamy, że dzieci idąc do szkoły będą silniejsze. Dajemy im skarb, który może się rozwinąć – mówi Lotta Rajalin.
żar/Aftonbladet.se
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

