Trudno się temu dziwić, sam premier uznał przecież, że „polskość to nienormalność” a kreowany na „mesjasza lewicy” szef trzeciej siły w parlamencie głosi potrzebę likwidacji państwowości twierdząc, że konstytucja, godło i flaga to fałszywe symbole. A za nimi tysiące idiotów cierpiących na kompleks zaścianka i zapatrzonych w zachodni dobrobyt powtarza te brednie sądząc, że jak już wyrzekną się polskości to staną się pełną gębą Europejczykami, ludźmi światowymi, którzy równie dobrze czują się w Warszawie, Paryżu, Lizbonie, Londynie i Brukseli w pogardzie mając przysłowiowy Pcim czy Kozią Wólkę – wyrzekają się narodowej tożsamości stając się jak bezpańskie psy przeganiane z miejsca na miejsce, tułające się po śmietnikach, żebrzące o pieszczotę i jadalny ochłap.
Kosmopolici widzący faszyzm w narodowej fladze uważają się za światłych i nowoczesnych, przyznają sobie moralne prawo potępiania (a nawet tępienia) wszelkich postaw patriotycznych jako z natury złych, dążących do odrzucenia wszelkiej inności a wywyższenia siebie w charakterze rasy panów, której rząd dusz należy się z racji samego istnienia. Doskonale było to widoczne jedenastego listopada, kiedy to grupy lewicowej młodzieży stanęły naprzeciw potężnej, patriotycznej manifestacji gromadzącej ludzi o najróżniejszych przekonaniach, których zjednoczyła li tylko miłość Ojczyzny i chęć uczczenia rocznicy odzyskania niepodległości, daty najważniejszej w kalendarzu świąt narodowych. Ci młodzi ludzie zgromadzeni pod hasłem „faszyzm nie przejdzie” święcie uwierzyli w swoją dziejową misję, uwierzyli mediom i „autorytetom” wmawiającym im, że oto na Warszawę ruszyli naziole palący w piecach Żydami, których za wszelką cenę trzeba powstrzymać by Polska nie stała się kopią Trzeciej Rzeszy z jej obozami zagłady i programem eksterminacji wszystkiego co inne, wszystkiego co nie jest prawdziwie polskie i katolickie. Trudno mi nawet potępić te działania, bo nie ze złej woli wynikają ale z niewiedzy, nie z chęci zrobienia zadymy ale z naiwności cynicznie wykorzystywanej przez wszelkiej maści wrogów Państwa Polskiego jak ognia bojących się odrodzenia silnej i prawdziwie niepodległej Polski.
Przykre to tym bardziej, że marnowany jest potencjał ludzi, którzy chcą coś robić, którzy widzą coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. Może widzą źle, może patrzą nie w tę stronę, a może z liter układają złe słowa. Ale patrzą, nie zamykają się we własnym egoizmie tylko chcą widzieć i działać w imię wyższego dobra, źle czasem pojętego i wypaczonego, ale jednak dobra. Oni nie są straceni dla Narodu, oni – na swój sposób – naprawdę Polskę kochają i chcą jej dobra, potrzeba im tylko przewodnika, który wskaże drogę, mistrza, który da narzędzia by zrozumieli prawdziwy sens narodowej wspólnoty. Nie trzeba z nimi walczyć, trzeba ich przekonywać, tłumaczyć i pokazywać, bo zapał w nich wielki, wola ogromna, tylko kierunek nie ten. I choć sam często wybucham gniewem widząc jak polska flaga wywołuje agresję a patriotyzm jest utożsamiany ze zbrodniczą ideologią nazistowskich Niemiec, choć niejednym bluzgiem rzuciłem w stronę zapaleńców z antify i innych organizacji, to wiem, że nie tędy droga. Agresja budzi agresję a każdy rzucony kamień wzmaga konflikt coraz trudniejszy do opanowania.
Problemem nie są młodzi ludzie stający naprzeciw Marszu Niepodległości. Do nich, jak napisałem, trzeba docierać słowem a nie pałą, otwartą dłonią zamiast pięścią. Ich idealizm, czasem bezmyślny, a czasem sterowany w stronę antywartości można wykorzystać dla dobrej sprawy. Problemem są ci, którzy – jak pisał Dmowski - „(...)powiadają, że w dzisiejszym wieku praktycznym trzeba myśleć o sobie, a nie o Polsce(...)”, ci wszyscy, dla których liczy się tylko pełna micha, zaspokojenie żądz i święty spokój. To ich miałem na myśli pisząc w tytule „bezmyślność”, to oni są tymi „nowoczesnymi”, którym się wydaje, że forsa, imprezy i panienki na zawołanie są wszystkim, czego można chcieć od życia. Nie antyfaszysta z Che Guevarą na koszulce ale bezrefleksyjny tuman myślący wyłącznie zmysłami jest największym wrogiem Polski, bo to on właśnie jest klasycznym lemingiem popierającym każdą podłość byle tylko dalej mógł żreć, chlać, ćpać i ryćkać bezmózgie panienki, którym imponuje przerdzewiałe BMW i tombakowy sygnet na serdecznym palcu.
Alexander Degrejt
