Wigilia to taki szczególny dzień, w którym ludzie są ze sobą. Razem. Pękają budowane latami mury, kruszą się wszelkie bariery i granice. Źle by było, żeby w tym wyjątkowym dniu ktoś był sam. Święta, zwłaszcza Boże Narodzenie, kojarzą nam się z rodzinną atmosferą, ciepłem domowego ogniska, pachnącą choinką, gorącym barszczem.
Są jednak ludzie, którzy nie spędzają Świąt w domowym zaciszu, bo zwyczajnie domu nie mają. Nikt nie troszczy się o połamanie z nimi opłatkiem. O podarkach, choćby drobnych, sami już dawno zapomnieli. Jak bezdomni spędzają święta?

- Tułaczka od klatki schodowej do klatki. Gdyby nie wigilijne spotkanie w jadłodajni braci kapucynów, to nie dałoby się poczuć atmosfery świąt – mówi Marek, jeden z bezdomnych, który korzysta z pomocy zakonników. Marek, obecnie stara się także sam pomóc innym pozbawionym dachu nad głową – jest wolontariuszem w kapucyńskiej jadłodajni.
Bracia kapucyni z warszawskiego klasztoru na ulicy Miodowej każdego dnia wydają ponad dwieście posiłków dla ubogich. Nie może ich zabraknąć także w tym szczególnym dniu. Każdego roku spotykają się ze swoimi podopiecznymi by złożyć sobie życzenia, podzielić opłatkiem. Są też kolędy, tradycyjne wigilijne potrawy. Taka namiastka domowych świąt.

- Liczy się ta atmosfera. To, że przez kilka chwil mogę poczuć, że nie jestem sam, że ktoś o mnie pamięta. Tworzymy wspólnotę, a to prawie jak rodzina. Ja tam mogę przyjść i porozmawiać. Bo kiedyś włóczyłem się bez celu, byłem samotnym wilkiem, który nie miał nawet do kogo ust otworzyć. Dziś przychodzę tam. Ta zupa, którą dostajemy, żeby była nie wiem jaka, zawsze smakuje wyjątkowo, bo mogę po prostu razem ze znajomymi zjeść obiad – dodaje Marek. I zastrzega, że był już na kilku wigiliach dla bezdomnych, i na żadnej z nich nie czuł się tak, jak u kapucynów. - Tu się czuję wyjątkowo. W innej jadłodajni, można powiedzieć, że było tylko wigilijne jedzenie. Tu jest ta niesamowita atmosfera, a przy takim święcie nieważne jest jedzenie, ale to, z kim się je – opowiada Marek.

- Ten czas, który mogę spędzić razem z braćmi, wśród kolegów, jest wyjątkowy. Dodaje siły do działania, żeby zrobić coś ze sobą, i zrobić coś dla kogoś – opowiada Marek. Mogę śmiało stwierdzić, że to jest mój drugi dom – dodaje.
Bracia kapucyni, oprócz przygotowania wigilii dla bezdomnych, troszczą się także o duchowe przygotowanie swoich podopiecznych do Świąt Bożego Narodzenia. Jak co roku, w Adwencie zakonnicy organizują rekolekcje dla bezdomnych. Tematem przewodnim tegorocznych rozważań była aborcja. Brat Piotr Wardawy z przyklasztornej jadłodajni tłumaczy, że w ten sposób chciał przybliżyć bezdomnym problem zabijania dzieci poczętych. - Bezdomni to ludzie bardzo wrażliwi, a chcieliśmy im pokazać, że są osoby jeszcze bardziej narażone na niebezpieczeństwo i śmierć niż oni, jeszcze bardziej bezbronni – mówi zakonnik.

- Te rekolekcje miały pokazać bezdomnym, że mogą zrobić coś dla drugiego człowieka, realnie mu pomóc. Na zakończenie kilkunastu bezdomnych podjęło się duchowej adopcji dziecka poczętego. Chodzi o świadomość istnienia niebezpieczeństwa aborcji, ale też tego, że istnieją potężne inicjatywy, które z nim walczą, i w które można się zaangażować. Zdawałoby się, że bezdomny, skoro nie ma wiele, a czasem nawet nic, w żaden sposób nie może nikomu pomóc. A to jest błędne myślenie, bo bezdomny w swoim sercu może stworzyć takie mieszkanko dla nienarodzonego dziecka, może być nawet takim „ojcem duchownym” tego poczętego dzieciątka. I tak w rzeczywistości jest – ktoś, kto uratuje kogoś od śmierci, choćby przez modlitwę, to tak, jakby rodził go na nowo do życia, staje się jego ojcem. Bezdomni, którzy nie mają nic, mają za to bardzo pojemne serca, a w nich może zamieszkać niejedno dziecko – zapewnia br. Piotr.
Boże Narodzenie, niestety sprowadzają się dziś coraz częściej do takiego powierzchownego świętowania. Skupiamy się na prezentach, przygotowaniu świątecznych potraw, zgromadzeniu różnych dóbr. Czy ludzie bezdomni, przez to, że pozbawieni tych materialnych spraw, mają nieco łatwiej? Nie są zepsuci przez komercję? Mogą łatwiej dotknąć sedna tych świąt?
- To trochę paradoksalne, ale bezdomni, którzy mają mniej, mogą skupić się na innych rzeczach – odpowiada br. Piotr. - Spotkać się z drugim człowiekiem, a wtedy są prawdziwe święta – dodaje zakonnik.

Prawdziwe Święta zaczynają się dla warszawskich bezdomnych 24 grudnia już przed południem, kiedy wszyscy biegają jeszcze wokół choinki, pochylają nad garnkami, uwijają w pocie czoła. O 11:00 ponad dwieście ubogich, samotnych, zapomnianych ludzi siada do wigilijnego stołu w jadłodajni na Miodowej. Jednak zanim to nastąpi, dzielą się opłatkiem, składają sobie życzenia. Jak w rodzinie. Czego życzą? Tego samego, co my wszyscy. Zdrowia, szczęścia, pieniędzy, spełniania marzeń. Ale zazwyczaj dodają jeszcze... domu.
Jest barszcz, śledzie, pierogi... Ale jak powiedział Marek, nieważne jest jedzenie, ważne – z kim się je. A święta są prawdziwe, kiedy są spotkaniem z drugim człowiekiem.
Bóg się rodzi. Moc truchleje...
Marta Brzezińska
Fot. Krzysztof Wierzbowski

