- Przez wzgląd na szacunek dla ofiar obozów koncentracyjnych oraz ich potomków Zamek Królewski w Warszawie oraz Martin-Gropius-Bau, współodpowiedzialne za wystawę "Obok. Polska-Niemcy. 1000 lat historii w sztuce" postanowiły dłużej nie pokazywać na niej pracy wideo pt. "Berek" Artura Żmijewskiego - poinformował dyrektor berlińskiego muzeum, Gereon Sievernich.
Trwający ponad cztery minuty film Żmijewskiego grupę nagich osób grających w berka w piwnicy oraz w komorze gazowej byłego obozu koncentracyjnego.
Kurator wystawy Anda Rottenberg informowała, że praca Żmijewskiego została zdjęta z wystawy po interwencji prominentnego przedstawiciela gminy żydowskiej w Berlinie. Ale według rzeczniczki gminy żydowskiej w Berlinie - Mai Zehden, gmina nie wniosła oficjalnego protestu przeciwko wystawieniu pracy Żmijewskiego. - Jest jednak możliwe, że interweniował jeden z członków gminy, nie informując nas o tym - przyznała Zehden.
„Berek” (1999r.) Żmijewskiego był już pokazywany na całym świecie, w tym w USA i wielokrotnie w Niemczech. Do tej pory nie wzbudził tak dużych kontrowersji. W katalogu wystawy, w ramach której miał być pokazywany „Berek”, możemy przeczytać, że film „ludzi szokuje, ale także ma przywoływać psychoterapeutyczny powrót do traumatycznych przeżyć, aby je przezwyciężyć".
Trudno jednak kogokolwiek wyleczyć przez rozdrapywanie największych ran, swoistego rodzaju profanację pewnych świętości. Wielu artystów próbowało już zmierzyć się z dramatem zagłady Żydów podczas II wojny światowej i bywało, że kończyło się to, jak w przypadku filmu Żmijewskiego. Mieliśmy już „artystę” Rafała Betlejewskiego, który urządził happening z palenia stodoły, czy film australijskiej Żydówki, Jane Korman, która nakręciła tańczących w rytmie disco polo Żydów na tle obozu koncentracyjnego w Auschwitz.
Tego typu „wyrazy artystycznej ekspresji” twórców rodzą pytania, czy takie przekraczanie wszelkich konwencji naprawdę kierowane jest terapeutycznymi względami, czy po prostu ma szokować, być tanią prowokacją. Żmijewski twierdzi, że sam rytuał pamięci w stylu składania wieńców jest czymś niewystarczającym, że tu potrzebna jest “ekstaza pamięci” (dyskusja w Zachęcie w kwietniu 2007 roku - „Recepcja Holocaustu w sztuce”.
Ale czy jest tu jeszcze miejsce na „ekstazę pamięci”, skoro na pierwszy plan wysuwa się prostackie obrażanie?
eMBe/Kultura.gazeta.pl

