Rzeczywistość czasem przerasta wyobraźnię nawet najbardziej pesymistycznie nastawionych do naszej cywilizacji komentatorów. I tak jest tym razem. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że szef komisji eutanazyjnej, sam wykonujący eutanazje może wybrać się z wizytą studyjną do Auschwitz. Tak się jednak stanie. Eutanazista dr Wim Distelmans wraz z grupą współpracowników już w październiku zagości w Auschwitz z wizytą studyjną. Poza oglądaniem wystawy dokumentującej pracę swoich poprzedników w robocie belgijscy eutanaziści spędzą kilka nocy w jednym z najdroższych hoteli.
A tam, to już oczywiście wytwór mojej fantazji, zapewne zajmą się wyliczaniem, ile komór gazowych i krematoriów potrzebnych będzie w Belgii, by i tam za wzorem eutanazistów w SS, ostatecznie rozwiązać problem chorych i niepełnosprawnych? Auschwitz dostarcza także dobrej lekcji tego jak rozwiązać problem tych wszystkich, którym nowy, wspaniały świat się nie podoba. Eutanaziści z Belgii mogą zobaczyć, jak załatwiano tam księży katolickich, którzy – dokładnie tak samo jak teraz – nie potrafili pogodzić się z programem eksterminacji tych, których państwo nie uznawało za ludzi.
Idąc zaś dalej belgijscy eutanaziści powinni udać się z wizytą do Dachau, Zamku Hartheim, a także zorganizować sesję studyjną na temat sukcesów niemieckich psychiatrów w rozwiązywaniu – z miłosierdzia rzecz jasna – problemów osób chorych psychicznie. I obawiam się, że niebawem tak się może stać. Grunt do takich badań i manifestacji jest już przygotowany.
Tomasz P. Terlikowski
