Prezerwatywa jest niezastąpiona w profilaktyce AIDS – oto prawda objawiona europejskim elitom, której podważanie równa się paleniu na medialnym stosie.
Wystarczyła dosłownie wzmianka Benedykta XVI o prezerwatywach i jest popłoch wśród liberalnych i lewicowych polityków. Belgijski parlament w czwartek przygotuje rezolucję do rządu by ten oficjalnie zareagował na słowa papieża.
Zieloni, liberałowie i socjaliści – pomysłodawcy rezolucji – domagają się, by szef dyplomacji Karel De Gucht wezwał apostolskiego nuncjusza w Brukseli i wręczył mu notę protestacyjną.
Posłowie chcą, żeby Belgia reagowała wobec każdego kraju i każdej organizacji międzynarodowej, która podważyłaby korzyści płynące ze stosowania prezerwatywy w profilaktyce AIDS. Jedna z poprawek zakłada nawet, że rząd ma odwołać belgijskiego ambasadora przy Stolicy Apostolskiej.
Choć od parlamentarnej inicjatywy dystansuje się chadecki premier, to minister De Gucht - flamandzki liberał - zapowiedział, że jeśli rezolucja zostanie przyjęta, to się do niej zastosuje. Wezwie nuncjusza i prosto w twarz powie mu, że "papież się myli".
Benedyktowi XVI nie pomaga także prymas Belgii kardynał Godfried Danneels. Mówi, że następca św. Piotra był mało dyplomatyczny, podając w wątpliwość skuteczność prezerwatyw w walce z AIDS. - Papież nie powiedział tylko tego, ale uważam, że lepiej by zrobił tego nie mówiąc – powiedział kardynał.
Znany z liberalnych poglądów Danneels dodał, że on sam uważa, że prezerwatywa choć nie rozwiąże problemu AIDS w Afryce, jest czasami jedynym sposobem uratowania życia. - Nie myślę, aby papież chciał powiedzieć, że nigdy nie jest to dozwolone. Powiedział po prostu: nie w ten sposób nauczycie ludzi brać swój los w swoje ręce – tłumaczy po swojemu papieskie słowa prymas Belgii.
AJ/Kontakt/PAP
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

