Sprawa zaczęła się 5 sierpnia, kiedy grupa osób przyniosła pod Pałac Prezydencki ogromny krzyż z puszek po piwie Lech. Policja nie zareagowała jednak na tę oczywistą profanację i sprawcy spokojnie się oddalili. Tego samego dnia wieczorem zeznania na policji złożył Jakub Szymczuk, fotoreporter „Gościa Niedzielnego”, opisując sprawców i przekazując ich zdjęcia. Jednak policja, choć udało się odnaleźć wpisy na Facebooku zapowiadające profanację, nie była w stanie odnaleźć sprawców.
Oficjalnym powodem było to, że w Polsce mieszka 86 osób o imieniu i nazwisku, które pojawiło się na Facebooku, a policjanci nie chcieli ich niepokoić. I dlatego prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie. Na to nie mogliśmy się zgodzić. Wystosowaliśmy więc apel do prokuratury (podpisany przez setki naszych czytelników), w którym napisaliśmy, że umorzenie jest decyzją skandaliczną i może rodzić „wrażenie, że w naszym kraju można bezkarnie profanować znaki religijne (...) i obrażać uczucia osób wierzących”. Podobne protesty przesłały do prokuratury również inne osoby.
I to prawdopodobnie te naciski spowodowały, że sprawy nie dało się odłożyć na półkę. Policjanci nadal zajmowali się sprawą. Pod koniec marca ustalili pełne dane trzech osób, które przygotowały profancję. To dwóch mężczyzn i kobieta. – Zostali już przesłuchani, na razie w charakterze świadków. Przyznali, że wykonali krzyż z puszek po piwie i przynieśli pod Pałac – mówi Małgorzata Gawarecka, wiceszefowa Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście-Północ. Prokuratura zdecydowała się więc wznowić śledztwo. Nie wiadomo jeszcze, czy i jakie zarzuty zostaną postawione i czy prokuratura postawi je wszystkim.
TPT
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

