Jarosław Gowin, PO: Jestem zwolennikiem likwidacji becikowego w obecnej postaci. W ten sposób rozdajemy mnóstwo pieniędzy ludziom, którzy bardzo często ich nie potrzebują. Ci, którym są one naprawdę potrzebne, dostają z kolei za mało. Jestem jednak przeciwny jakimkolwiek ograniczeniom w ulgach podatkowych dla rodzin wychowujących dzieci.

Moim zdaniem najważniejsze obecnie są rozwiązania zwiększające dzietność. W tej sprawie powinni się wypowiedzieć eksperci. Jeśli według nich jakieś rozwiązanie może zwiększyć poziom urodzeń w kraju, należy się nad nim pochylić. Oczywiście biorąc pod uwagę możliwości budżetu. Jeśli nie wypracujemy skutecznej polityki prorodzinnej w ciągu kilku lat, pogrążymy się na dekady w niżu demograficznym. Za 40 lat będziemy jednym z najstarszych społeczeństw europejskich.

Polityka wspierająca liczbę urodzeń powinna również ułatwiać powstawanie żłobków, zakładać narodowy plan budowy przedszkoli, wprowadzać korzystne dla rodziców zmiany w prawie pracy. Należałoby się przyjrzeć rozwiązaniom prorodzinnym w krajach, które dobrze sobie radzą z problemami demograficznymi, jak Francja czy Szwecja. Wprowadzono tam urlopy wychowawcze, refunduje się wynajęcie opieki dla dzieci, gdy rodzice są w pracy. W Polsce stan budżetu nie pozwala na takie rozwiązania, ale należy przynajmniej rozpocząć dyskusję na ten temat. My nie mamy natomiast żadnej koncepcji polityki prorodzinnej.

Moim zdaniem widoczny od 2006 roku dodatni przyrost naturalny nie ma związku z wprowadzeniem becikowego. Tej formy pomocy nie można w żaden sposób nazwać polityką prorodzinną. Wypłacanie becikowego to trochę wyrzucanie pieniędzy bez większych efektów.

 

Tadeusz Cymański, PiS:

Rozwiązania istniejące w Polsce związane z promocją dzietności odbiegają od standardów europejskich. I to nie w sensie wymiernych kwot wypłacanych rodzicom, ale również patrząc w sposób relatywny, biorąc pod uwagę różnice w zarobkach, PKB, kosztach utrzymania dzieci. Nasza pomoc dla młodych rodziców należy do najniższych w Europie. Dodatkowo, skorzystanie z ulgi podatkowej jest możliwe tylko po przekroczeniu odpowiedniego progu zarobków.

Przyrost naturalny w Polsce waha się na poziomie około 1,4 procenta. To nie jest dobrze. Brakuje nam bardzo dużo do wskaźnika 2,4, który zapewnia zwiększenie populacji Polaków. Ś.p. Grażyna Gęsicka proponowała rozpoczęcie programu, dzięki któremu za dziesięć lat wskaźnik miał osiągnąć poziom 2 procent. Polepszanie sytuacji demograficznej to zadania na wiele lat.

Pan minister Rostowski chyba dawno nie został ojcem. Nie ma pojęcia, jakie są koszty związane z przyjściem dziecka na świat. Narodziny kolejnych dzieci również wiążą się z kosztami. Jedną z przyczyn problemów demograficznych w naszym kraju jest właśnie bardzo niskie wsparcie rodzin wychowujących dzieci. Ograniczanie pomocy pogorszy jeszcze zły stan demograficzny Polski. Może również spowodować zmniejszenie się liczby powrotów Polaków z zagranicy. Już teraz zdarza się często, że ludzie pracujący za granicą rejestrują tam swoje dzieci i otrzymują od państwa pomoc. W Holandii to około 900 złotych na dziecko miesięcznie, w Norwegii – 1000. Ta różnica w pomocy państwa przy wychowywaniu dzieci jest jednym z czynników powodujących, że tak dużo Polaków wciąż mieszka poza granicami.

Pomysł ministra Rostowskiego oznacza chyba, że rząd dramatycznie szuka pieniędzy. Niestety, nie tam, gdzie powinien. To jest żałosne, że w sytuacji problemów demograficznych minister finansów rozważa likwidację obecnych rozwiązań. Przecież zasiłek rodzinny, i tak niski, jest dostępny tylko dla rodzin z naprawdę małymi dochodami. To jest więc kompromitujące, żeby szef resortu finansów mówił o możliwym ograniczeniu pomocy dla rodzin. Becikowe istnieje przecież w wielu krajach biedniejszych niż Polska.

Przypomnijmy, że rząd chciał również zmniejszyć wysokość zasiłków pogrzebowych. Wykorzystywanie śmierci i narodzin człowieka do łatania budżetu jest żałosne. To dowodzi, że choroba liberalizmu w polityce społecznej ma bardzo ciężki przebieg. Wydaje się, że będzie ona długotrwała. Pan minister uprawia tanią propagandę, chciejstwo. Powinien on chyba iść i zobaczyć, jak się żyje w normalnej rodzinie. Bogaci sobie poradzą.

 

Mieczysław Kasprzak, PSL:

Obecne rozwiązania polityki prorodzinnej nie spełniają oczekiwań. Wsparcie wychowywania dzieci, jakiego państwo polskie udziela rodzicom, jest bardzo niskie. Zastanawianie się obecnie, czy takie wsparcie należy ograniczyć, jest dla mnie niepoważne. Oszczędzać można na innych rzeczach, na dzieciach nie wolno. Rodziny trzeba wspierać. Tylko wtedy możemy oczekiwać, że poprawi się w Polsce demografia, a rodzinom będzie się żyło lżej.

Specjaliści od demografii powinni się wypowiedzieć na temat rzeczywistych skutków becikowego. Moim zdaniem ono na pewno pomaga rodzinom, ale jest jednorazowe i niskie. Zabieranie chociaż tego wydaje mi się niewłaściwe. Jeszcze nie wprowadzono w kraju dobrego wsparcia dla rodzin, a już występuje się z propozycjami jego ograniczania.

Dzisiaj wszystkim żyje się ciężko. Rodziny wychowujące dzieci mają bardzo niskie wsparcie. Mają kłopot z dostępem do przedszkoli, które i tak są płatne. Brakuje żłobków, na wsiach szkoły są bardzo oddalone od miejsca zamieszkania. Dla rodzin to bardzo duży kłopot. Problemem jest także sytuacja na rynku pracy. Kobiety często boją się mieć dzieci, żeby nie musieć iść na urlop, bo wtedy stracą zatrudnienie. Wiele do zrobienia jest także przy wsparciu osób samotnie wychowujących dzieci. To wszystko należałoby rozwiązać. Mówienie teraz o ograniczaniu pomocy to błąd.

Not. żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »