Portal Fronda.pl: Ostatnio, za sprawą lobby LGTB i Dariusza Michalczewskiego, powróciła dyskusja na temat przyznania homoseksualistom prawa do adopcji dzieci. Dlaczego jest Pani przeciwna takiemu postulatowi? Zwolennicy przyznania tego rodzaju prawa podkreślają, że lepiej byłoby, aby dziecko wychowała para dwóch szczęśliwych gejów czy lesbijek, niż miałoby wzrastać w patologicznej rodzinie...
Beata Kempa: Nie zgadzam się na adopcję dzieci przez homoseksualistów, bo w mojej ocenie jest to wbrew naturze. Dziecko jest owocem miłości kobiety i mężczyzny, więc powinno wychować się w środowisku naturalnym, czyli takim, które daje mu najlepsze możliwości i najlepszy przykład. Dziecko czerpie od rodziców wzorce zachowań, które później powiela. Przenoszenie dziecka w zupełnie inne warunki, tylko dlatego, że ktoś chce zaspokoić własne potrzeby, uważam za przedmiotowe traktowanie dziecka.
Czyli tak naprawdę lobby homoseksualnemu nie zależy na dobru dzieci?
Lobby LGTB przywiązuje większą wagę do potrzeb osób homoseksualnych, kompletnie pomijając dobro dziecka, które jest tu pojmowane na opak. Dla dziecka ważna jest miłość rodziców, szczególnie biologicznych. Oczywiście, jeśli te relacje są zaburzone, pojawia się patologia, państwo powinno podjąć interwencję, ale nie brutalnie wyrywając dziecko z rodziny biologicznej i przekazując je kolejnej, która może nie gwarantować środowiska naturalnego, jakie należy się dziecku.
Jednak takie patologiczne rodziny się zdarzają. Co wtedy?
W tej sytuacji powinniśmy brać pod uwagę przede wszystkim dobro małoletniego dziecka. Ono powinno wychować się w środowisku rodziny biologicznej. Jeśli pojawiają się dysfunkcje, trzeba dążyć do tego, aby je usunąć, a kiedy to okaże się niemożliwe, państwo powinno wkraczać z całą stanowczością. Jednak wszelkie decyzje, co do dalszych losów dziecka muszą być bardzo wyważone. Niektórym wydaje się, że kupienie dziecku drogich zabawek czy zapewnienie zagranicznych wakacji, na co nie mogą pozwolić sobie rodzice biologiczni, jest większym szczęściem dla tego dziecka. Ci ludzie są w błędzie. Dzieci kochają swoich biologicznych rodziców, są do nich przywiązani. Dlatego nie przekonuje mnie argumentacja lobby LGBT, które myśli tylko i wyłącznie o realizacji swoich potrzeb i zapewnieniu sobie przywilejów. Państwo powinno temu powiedzieć stanowcze NIE.
Postulaty lobby LGBT wspierają znani sportowcy, muzycy, gwiazdy filmowe, artyści. W poniedziałek spotkała się Pani w programie Tomasza Lisa z Dariuszem Michalczewskim, który także otwarcie wspiera homo-adopcję. Dlaczego tak się dzieje? Ci ludzie dali się wykorzystać?
Celebryci, osoby mające na swoim koncie rozmaite sukcesy tak, jak pan Dariusz Michalczewski, to ludzie, którzy stają się autorytetami dla znacznej części społeczeństwa. Jeśli połkną oni haczyk, to lobby LGTB z niebywałą agresją i umiejętnością, zagospodarowuje ich dla promocji własnych haseł i ekspansji w walce o swoje przywileje. Homoseksualiści najpierw kreują się jako uciemiężeni, dyskryminowani, nietolerowani po to, aby wzbudzić litość społeczeństwa, a później, wykorzystując autorytety, domagają się zagwarantowania im różnych przywilejów, z adopcją dzieci włącznie. Z takimi manewrami mamy do czynienia już od dawna.
Jak się temu przeciwstawić?
W programie Tomasza Lisa apelowałam, by celebryci, którym leży na sercu dobro, bezpieczeństwo i przyszłość naszych dzieci, nie wykorzystywali swojego autorytetu w celu uwiarygadniania postulatów LGBT. To oczywiście ich wolna wola, ale może warto wykorzystać ten potencjał, jaki mają, aby rzeczywiście pomóc dzieciom? Myślę tu na przykład o przeciwstawieniu się tendencji, w ramach której zabiera się dzieci biologicznym rodzicom, na przykład ze względu na biedę. Trzeba promować taki styl życia, by obszarów patologii było jak najmniej! Promować uprawianie sportów, kształtować siłę woli, robić wszystko, by rosły pokolenia, które nie będą powielać patologicznych zachowań. Myślę, że pan Michalczewski używa dużych uproszczeń, przechodząc od rodziny patologicznej do pary homoseksualnej. Polskie prawo nie umożliwia takiej adopcji, ponieważ kodeks rodzinno-opiekuńczy wyraźnie mówi, że niepełnoletnie dziecko zaadoptować może wyłącznie małżeństwo. Dywagacje o homo-adopcji to totalne mrzonki, pokazujące jednak, jak bardzo w głowy młodych ludzi chce się wdrukować taką możliwość, przejmując jak kalkę zachodnie wzorce. A czemu mielibyśmy czerpać wzorce z czegoś, co jest złe? Lepiej wzorować się na najlepszych, a nie na tym, co prowadzi do zguby. Dziecko nie jest przedmiotem! Niech lobby LGTB ma pretensje do natury. Nawet jeśli ktoś odrzuca Kościół i jego nauczanie (które dla nas stanowi fundament), niech weźmie pod uwagę naturę. To natura tak to wszystko zakodowała, że dziecko może się zrodzić tylko ze związku mężczyzny i kobiety. Niech lobby ma pretensje nie do Kościoła, ludzi wiary, tylko do natury. Nie jest tak, że chrześcijanie nie szanują ludzi o odmiennych preferencjach. Szanujemy każdego, ale tolerancja to nie jest akceptacja dla tego, czego zaakceptować nie można.
Rozm. MaR
