Gen. Stanisław Koziej w sierpniu 1987 roku wziął udział w kursie organizowanym przez ASG SZ ZSRR, czyli Akademię Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR, tzw. „woroszyłówkę”. Tego typu szkolenia zawsze były zabezpieczane przez GRU. Obecni na nich żołnierze byli wszechstronnie sprawdzani. Badano, czy nadaje się do służby w wojsku pod kątem politycznym i czy może zajmować stanowiska dowódcze. Żołnierze po kursach w ZSRR z reguły obejmowali stanowiska dowódcze w armiach swoich państw. Informacje na temat gen. Stanisława Kozieja opracowane m.in. przez Wojskową Służbę Wewnętrzną znajdują się w Instytucie Pamięci Narodowej.

- To był rutynowy w tamtych warunkach, coroczny wyższy kurs operacyjno-strategiczny dla wyższej kadry dowódczej Wojska Polskiego. Odpowiednik dzisiejszych analogicznych kursów w akademii dowodzenia NATO w Rzymie (który, nawiasem mówiąc, też ukończyłem). Było nas w tej grupie kilkunastu, może ok. 20, w większości generałowie (w tym kilku pułkowników, tak jak ja, ale z etatów generalskich). Byli to oficerowie ze stanowisk dowódczych i sztabowych wszystkich rodzajów sił zbrojnych i ważniejszych instytucji centralnych MON – zajmujących bądź przewidywanych do zajęcia kluczowych stanowisk operacyjno-strategicznych w WP. Nie czuję się upoważniony do publicznego mówienia o personaliach uczestników kursu – stwierdził obecny szef BBN.

Jak wynika z danych WSW w latach 1978-1981 Koziej pracował jako podwładny płk. Ryszarda Kuklińskiego w I Zarządzie sztabu Generalnego Ludowego Wojska Polskiego. Obecny szef BBN brał udział w opracowaniach planu ataku na północną Europę, w którym miało wziąć udział 450 tys. polskich żołnierzy. Plan podpisał w 1970 r. gen. Jaruzelski. LWP miało dojść do Belgii. Na zajęcie Danii polscy planiści dali sobie trzy dni. Atak miał być prowadzony z użyciem ok. 200 ładunków jądrowych. Mapy tego ataku trafiły w 2006 r. do IPN, mimo protestów z MON, którym wówczas kierował Radosław Sikorski, a jego zastępcą był Stanisław Koziej.

Gen. Koziej proszony o ocenę ucieczki swojego byłego szefa – płk. Kuklińskiego - na Zachód stwierdził: To sprawa bardzo kontrowersyjna. - Osobiście pamiętam i oceniam płk. Kuklińskiego jako wspaniałego człowieka i doskonałego szefa. Wierzę, że to co zrobił, zrobił z przekonania, że to jest właściwe i korzystne dla Polski. Z drugiej jednak strony - współpraca z obcym wywiadem jest czymś nie do zaakceptowania. Sprawa płk. Kuklińskiego przez następne pokolenia nie będzie możliwa do jednoznacznej oceny. Będzie ciągle rozpięta między bohaterstwem i zdradą – uważa gen. Koziej.

żar/Niezalezna.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »