Skąd taki wniosek? Otóż biskupi przypomnieli, że prawo naturalne jest ważniejsze niż prawo stanowione, a prawo Boże ma większe znaczenie niż prawo ludzkie. Dość to oczywiste dla katolika, ale Bartoś uznał, że to przerażający zamach na demokrację. „Pełne formalne wprowadzenie zasady wyższości prawa bożego nad stanowionym byłoby zamachem na porządek prawny w Polsce” - oznajmia Bartoś.

Biskupi stoją zatem – jako „skrajna grupa” (tak, tak) na czele „pełzającego zamachu stanu”. „Pełzający zamach stanu to dziś realne zagrożenie. Jesteśmy świadkami procesu delegitymizacji wartości demokratycznych” - oznajmia Bartoś i ubolewa nad tym, że prezydent Komorowski milczy. „W ten sposób popełnia błąd, który zostanie mu wytknięty, gdy w Polsce odtworzony zostanie autorytarny system władzy. Prezydent zaniedbuje swoje obowiązki, lekceważąc antydemokratyczne hasła głoszone przez rozmaite skrajne grupy, w tym wielu prominentnych członków polskiego Episkopatu” - oznajmia były dominikanin.

A czytając jego wynurzenia trudno oprzeć się wrażeniu, że antyklerykalizm i łamanie obietnic rzuca się jednak na mózg.

TPT/Gazeta Wyborcza