I dokładnie popis takich możliwości zaprezentował w Radiu Zet, gdzie zaczął przekonywać, że biskupi polscy popierają przemoc wobec kobiet w Indiach (którą konwencja Unii miałaby rzekomo likwidować), a Benedykt XVI jest integrystą, który nie przeczytał tych samych książek, co Bartoś, więc zupełnie się na teologii nie zna.



Do dziś religia jest inspiracją do okaleczania kobiet, traktowania ich jako gorsze istoty. To są fakty, wiemy to od setek lat - mówił na antenie Radia Zet były dominikanin, prof. Tadeusz Bartoś. Jego zdaniem działania Kościoła katolickiego w związku z podpisaniem przez Polskę konwencji ds. przemocy wobec kobiet są wyrazem ignorancji. - Episkopat uważa, że nie istnieje coś takiego, jak kulturowa definicja płci i domaga się definicji biologicznej. To wyraz pewnej ignorancji. Nieuznawanie, że kultura jest źródłem zachowań ludzkich, że religia jest źródłem zachowań ludzkich - powiedział profesor w rozmowie z Moniką Olejnik. - Biskupi boją się, choć nie wiem na jakiej zasadzie, że jeżeli płeć jest kulturowa, to małżeństwo można zdefiniować jako małżeństwo homoseksualne – uzupełnił Bartoś, którego zdaniem biskupi karnie wykonują politykę Watykanu.

 

Później filozof zajął się tłumaczeniem, że katolik nie musi wyznawać nauczania Kościoła, a może swobodnie wybrać sobie to, w co wierzyć chce. - Czas najwyższy wybić się na wolność. Można zaapelować do panów posłów żeby jako katolicy umieli też być podmiotami w Kościele katolickim, żeby umieli powiedzieć co sami uważają, no bo czasy, że ksiądz proboszcz powie, a my tutaj grzecznie słuchamy to te czasy minęły. No, żyjemy w demokracji, ludzie są podmiotami, mają prawo wyrażać swoje opinie i nie mogą być, tak jak pani mówi, rzeczywiście w pewnym sensie szantażowani moralnie, że jeśli się nie podporządkują no to czekają ich jakieś kościelne sankcje, które dla ludzi wierzących są czymś poważnym, dotyczącym ich zbawienia, itd.. - mówił Bartoś.

 

A potem zabrał się za krytykowanie Benedykta XVI i jego najnowszej książce. - Papież w tej książce w sposób bardzo ciekawy, ale też kłopotliwy próbuje potwierdzić, że faktami historycznymi są rzeczy, które według właściwie większości biblistów nie są faktami historycznymi. To znaczy, że na przykład mnie w seminarium uczono rzeczy, przeciwko którym papież teraz protestuje, bo Jezus nie urodził się w Betlejem i nie było trzech króli, nawet nie było ucieczki Jezusa do Egiptu, nie było gwiazdy. Jezus się urodził w Nazaret, nie mogli pójść na spis wtedy, bo nie było takiego spisu w ogóle wtedy. To da się wyjaśnić i tylko tak demitologizując Biblię da się wyjaśnić pozytywnie, to znaczy mówiąc o tym w jaki sposób ludzie opowiadali wtedy historie o świętych, wielkich świętych, ale papież broni wszystkiego, słowo w słowo, w sposób integrystyczny, inaczej niż uczą w wszystkich seminariach, prawie wszystkich seminariach na świecie, inaczej niż uczą w Collegium Bibilicum dwa kilometry od Watykanu – zaznaczał Bartoś.

 

Filozof zarzuca także papieżowi, że ten wierzy w Zwiastowanie, anioła Gabriela i to, w co każdy katolik, ba każdy chrześcijanin wierzy. - Jezus urodził się w Nazarecie, według większości naukowców. Nie było więc takiej sytuacji nagłej potrzeby porodu Maryi, w związku z tym nie było tej szopy, w której były zwierzęta. To jest taka opowieść barwna, która no nie jest faktem historycznym. I to wszyscy mówią. Ja w ogóle się dziwię temu, Benedyktowi XVI, że on tak integrystycznie, bo to jest właściwie postawa wiary katolickiej, która przyjmuje dosłownie wszystko co jest napisane w Biblii, czyli Benedykt XVI faktycznie odrzuca, no dwieście lat badań nad Biblią, badania, nie chcę tu wchodzić w szczegóły, ale gatunków literackich, że pewien typ opowieści, on nawiązuje do literatury, która już była. Weźmy przykład, najprostszy, Zwiastowanie - nie było anioła Gabriela, nie było. Było jakieś być może, jakaś wizja Maryi. Dlaczego, że nie była, ponieważ jak przyszedł Gabriel do Maryi, to on mówi bądź pozdrowiona, itd., łaskiś pełna, tą samą rozmowę mamy w Księdze Daniela, gdy przychodzi Gabriel, już nie pamiętam do kogo, do szczegółów mam słabą pamięć, ale rozmawiają tak samo, bądź pozdrowiony... jest ten sam dialog. Więc to jest naturalne, w tamtych czasach tak się budowało opowieści. Jezus jest w Księdze, w ewangelii Mateusza przedstawiany jako nowy Mojżesz dający prawo, stąd kazanie na górze. Ale w ewangelii Łukasza Jezus przemawia na równinie, więc gdzie przemawiał? Na równinie, czy na górze? To jest kompozycja literacka żeby pokazać, bo Mojżesz z góry przyniósł prawo, teraz Jezus z góry wygłasza kazanie, to błogosławieństwo, też daje prawo. To jest naturalna forma wypowiedzi wtedy. Nasze myślenie czy to jest fakt, czy nie jest fakt, czy to było, czy nie było i jak było, to jest myślenie, mentalność nowożytna, która dla ludzi starożytnych nie była tak istotna. Chodziło o przekaz pewnej treści religijnej – podkreśla Bartoś.

 

TPT/Radiozet.pl


Fot. Wikipedia