Ksiądz Bogdan Bartołd: Mówiąc o sytuacji Kościoła katolickiego w Polsce pół roku po katastrofie smoleńskiej należy rozdzielić jego uwarunkowania wewnętrzne od zmian w polskiej przestrzeni publicznej, od tego, jak Kościół jest obecnie postrzegany. Dla mnie – członka Kościoła - sytuacja po katastrofie smoleńskiej nie zmieniła się wiele. Tak jak sprawowałem sakramenty, tak sprawuję, jak odprawiałem Msze święte, tak odprawiam, jak katechizowałem tak katechizuję, jak się modliłem, tak się modlę. Patrząc od tej strony w ciągu ostatnich sześciu miesięcy nic się właściwie nie zmieniło. Kościół wciąż realizuje posłannictwo ewangelizacyjne, głosi Chrystusa.
To, co obserwuję w ostatnich miesiącach to również wzrost zainteresowania modlitwą w Archikatedrze św. Jana w Warszawie. Z radością stwierdzam, że dużo więcej osób przychodzi ostatnio do świątyni, by się modlić, by zobaczyć relikwie świętego Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, czy sarkofag kardynała Stefana Wyszyńskiego. W ostatnim półroczu do katedry przybywa zdecydowanie więcej osób, nie tylko z Warszawy, ale również z innych miast Polski. Wzrosła również liczba intencji, za które wierni chcą się modlić. Wiele z nich dotyczy ofiar katastrofy smoleńskiej.
Z drugiej strony w ostatnim czasie mamy do czynienia ze zdecydowaną radykalizacją środowisk antykościelnych i antyklerykalnych. Osoby nastawione wrogo do Kościoła są znacznie aktywniejsze. Kościół spotyka się z oskarżeniami, pomówieniami, że się bogaci niezgodnie z prawem, zabiera jakieś dobra. Coraz głośniej słychać również opinie, że chrześcijanie - tak jak za czasów PRL - powinni zejść do podziemia. W Polsce ewidentnie obudziły się radykalnie antykościelne nurty, co oczywiście nie jest wynikiem katastrofy smoleńskiej, tylko tego, co się po niej wydarzyło. Ludzie głoszący postulaty wrogie religii znaleźli pożywkę i na ogół w sposób bardzo chamski i niekulturalny postanowili głosić swoje poglądy. Ciężko powiedzieć, jak ta sytuacja się rozwinie. Chcę wierzyć, że emocje i nastroje w Polsce będą powoli się wyciszały. To oczywiście wymaga spełnienia szeregu warunków. Wierzę jednak w to, że nasze gorące głowy Pan Bóg ochłodzi i ześle nam Łaskę pojednania.
Kościół w Polsce wciąż musi głosić Dobrą Nowinę. Obecna sytuacja jest również wielkim wyzwaniem i zadaniem dla ludzi Kościoła. Oni swoim życiem muszą dawać świadectwo tego, co najpiękniejsze w Ewangelii – miłosierdzia, przebaczenia, miłości. Muszą stać się ludźmi jeszcze bardziej ewangelicznymi, jeszcze bardziej przekonującymi, że to co głoszą, to nie tylko słowa.
Not. żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

