Aleksander Majewski (Fronda.pl): Kard. Raymond Burke. Kolejny poważny kandydat na Stolicę Piotrową. Jak ocenia Pan jego szanse?
Michał Barcikowski ("Christianitas"): Nie podejmuję się oceny szans, ponieważ w tym momencie jest to wróżenie z fusów. Pozostawmy to jednak bukmacherom. (śmiech).
Użyłem publicystycznego sformułowania, ponieważ właśnie nazwisko tego hierarchy pada często w kontekście konklawe. Jak postrzega Pan jego posługę?
Kard. Burke jest człowiekiem posiadającym doświadczenie i cechy, które są dzisiejszemu Kościołowi potrzebne. Papież musi zmagać się z problemami wewnętrznymi Kościoła: dbać o jego oczyszczanie, pokonywać niedokoskonałości własnych kapłanów i wiernych, walczyć z problemem zaniku praktyk sakramentalnych wśród wiernych, a w przypadku kapłanów – problemem braku gorliwości apostolskiej. Z drugiej strony, mamy do czynienia z pewnymi atakami z zewnątrz. Kard. Burke pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, gdzie od pewnego momentu niektórzy biskupi zaczęli zwracać uwagę na to, że w pewnych sytuacjach – niezależnie od okoliczności – katolik musi powiedzieć „nie”.
O jakie przypadki chodzi?
Np. polityków, którzy jako zdeklarowani katolicy nie mogą wspierać swoimi głosami tego, co jest sprzeczne z obiektywną normą moralną. Niestety wielu biskupów o tym nie mówi. Np. w Polsce biskupi nie wypowiadają się tak jednoznacznie, jak choćby kard. Burke o politykach, którzy popierają aborcję. Ten hierarcha ma świadomość problemów wewnętrznych Kościoła, jak i zagrożeń zewnętrznych, ale nie ucieka w fałszywe dialogowanie lub w modny w niektórych kręgach kościelnych fundamentalizm (na zasadzie: „Nie ma sensu walczyć o państwo respektujące normy moralne, koncentrujmy się na budowie małe wspólnot, może one po latach zaczną nawracać świat”) . Kard. Burke nie ucieka ani w jedną, ani w drugą stronę. Po prostu ze spokojem i świadomością skali zagrożeń, stawia im czoła.
Skoro mówimy o problemach wewnętrznych Kościoła, trzeba wspomnieć o permanentnym nieposłuszeństwie amerykańskich żeńskich zgromadzeń zakonnych wobec Watykanu. Czy ewentualny wybór kard. Burke'a na Stolicę Piotrową ukróciłby ten proceder?
Musimy zdawać sobie sprawę z rozmiarów tego problemu, który rzeczywiście dotyczy sporej części amerykańskich żeńskich zgromadzeń zakonnych. Stały się one nie tylko organizacjami faktycznie niekatolickimi, ale wręcz wrogimi nauczaniu moralnemu i doktrynalnemu Kościoła! Tego nie da się zakończyć jedną administracyjną decyzją, ponieważ jest to efekt dziesiątek lat zaniedbań. Doszło zresztą do tego, że te siostry zakonne, które nie chciały w tym wszystkim uczestniczyć, utworzyły odrębną organizację, która już nie zajmuje się np. walką o legalną aborcję. Można powiedzieć, że już za pontyfikatu Benedykta XVI podjęto pewne kroki. Co prawda, zmiany idą jak po grudzie, ale myślę, że zmierzają w dobrym kierunku. Z pewnością wybór kard. Burke'a byłby kontynuacją tego procesu, bo akurat ten hierarcha jest osobą, która od tego problemu nie ucieknie i nie zamiecie go pod dywan.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Aleksander Majewski
